Hamburgu - przybyłam!

Mrs Foch musi przyznać jedno – Hamburg da się lubić. Z przytupem zdobywa serce brakiem psich kup na chodnikach i wszędowciśniętymi ścieżkami rowerowymi. Chodnika dla pieszych może braknąć, ale ścieżka rowerowa będzie :) Za to parkowanie samochodu to prawdziwa „walka o ogień”. Najbardziej pocieszne są smarty zaparkowane w poprzek miejsc parkingowych – zawsze to wcisną się dwa, a nie jeden.  Smartów zresztą tutaj sporo i wreszcie się wyjaśniło, kto kupuje te pokraczne samochody – hamburczycy (pieszczotliwie zwani hamburgerami).

Oczywiście Hamburg nie jest miastem idealnym.

Pada.

Pada podobno przynajmniej raz dziennie, uzbrojenie się w mały parasol – niezbędne.

Wieje.

Uch i pomyśleć, że Mrs Foch tak narzekała na wiatry w Szczecinie. Teraz wydają się być przyjemnym zefirkiem przy tutejszej piździawie. 

Kolejne dwa lata w życiu Mrs Foch zapowiadają się więc specyficznie. Przeprowadzka ukończona, polskie sprawy pozamykane. Witaj zagramanico ;)


Widok z okna taki sobie, ale nie narzekamy - mogło być gorzej.



1 komentarz:

  1. Zazdroszczę trochę tych ulic wolnych od psich kup, niestety Lille jest niechlubnym przykładem na to, jak rozwiązano tą sprawę we Fr... mogę się poczuć 'jak w domu' chociaż niekoniecznie w takim wymiarze, w jakim bym chciała ;)

    OdpowiedzUsuń

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger