Targ Rybny w Hamburgu

Idź na targ rybny mówili, kupisz sobie świeżą rybkę.

Mrs Foch kocha sushi. Jest to miłość z wzajemnością. Razem udaje im się stworzyć szczęśliwy związek, który trwa już wiele lat. Dlatego, kiedy dowiedziała się, że w Hamburgu istnieje targ rybny i skoro świt można kupić tam świeżą rybę – podjęła wyzwanie. Co prawda godziny funkcjonowania 5.00 – 9. 30 w niedzielę (tak dobrze widzicie – rano!!!) są barbarzyńskie i każdy porządny chrześcijanin przewraca się wtedy w łóżku na drugi bok, to jednak możliwość upolowania świeżutkiego łososia, jest warta tak wstrząsającego poświecenia.

Targ Rybny (Fishmarkt) w Hamburgu, to także jedna z głośniejszych atrakcji miasta. Mobilizacja do wstania z łóżka była wiec podwójna. Mrs Foch bohatersko nastawiła budzik, równie bohatersko o poranku zwalczyła pokusę, aby go roztrzaskać w drobny mak i skoro świt dotarła nad rzekę.


Wyglądało to tak…


Jak widać, polskie budy na targowiskach to zwykły europejski standard i nie ma się co wstydzić ;) Gorzej było z zakupami. Targ Rybny okazał się być rybny głównie z nazwy. Większą część zajmowały stoiska warzywno-owocowe ale i zdarzały się kwiaty, rośliny, tekstylia czy różnego rodzaju pamiątki. Owoce morza występowały głównie jako śniadaniowa przekąska – najczęściej smażone w oleju lub jako składnik kanapek. Choć można było też kupić smażone kiełbaski. Tłok, ścisk i zero porządnej kawy do z ekspresu. Wreszcie po prawie czterdziestominutowych poszukiwaniach udało się znaleźć rybę i zakupić.

Mrs Foch była nieco zawiedziona wyprawą. Skoro jednak miała tak dziwny pomysł, aby kupować zwykłą rybę - sama sobie winna. Trzeba było zwiedzać. Sprzedawcy owoców robili niesamowite show rozśmieszając turystów do łez. Szkoda tylko, że wszystko w języku niemieckim ;)  Tłum zgodnie konsumował śniadanie, nieśpiesznie spacerował, rozglądał się i na stoiskach z zieleniną radośnie nabywał koszyki z niespodziankową zawartością. Genialny sposób, aby uwolnić turystów od męki wyboru ;)  

Jednak, czy to wszystko warte było pobudki bladym świtem w niedzielę?
Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger