Zuiderzee Museum w Eenkhuizen

To była druga wizyta Mrs Foch w Eenkhuizen i Zuiderzee Museum. Piękna pogoda sprzyjająca leniwemu spacerowi i skansen wioski rybackiej sprzed ponad stu lat - czy może być lepszy przepis na spędzenie idealnego dnia urlopu?



Wioska niegdyś leżała nad otwartym morzem i rybołówstwo było podstawą jej egzystencji. Po zmianach w ukształtowaniu terenu (wybudowali sobie dwie groble, które zatrzymały powodzie) straciła dostęp do morza. Dziś jest tutaj skansen, który niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przenosi ponad sto lat do tyłu i pozwala poznać życie codzienne, dawnych mieszkańców tych terenów.




Zwiedzanie skansenu zaczyna się od portu rybackiego. Są łodzie rybackie, rozwieszone sieci, urządzenia służące do wyciągania łodzi na brzeg. 



Dla turystów prowadzi się pokazy tkania lin i robienia sieci.



Zachowano małe ciasne domki rybackie zaś wędzarnię z imitacją uwędzonych rybek i ich prawdziwym aromatem (Mrs Foch prawie umarła z głodu!) przyozdobiono rybami suszącymi się na słońcu.

Druga wyodrębniona część skansenu to dystrykt kościelny. Urocze małe miasteczko nad kanałem, ze zwodzonym mostem, budynkami z czerwonej cegły i kościołem w środku. Holandia w miniaturce.


Skansen w Eenkhuizen - domki nad kanałem i zwodzony most

W miasteczku są wąskie brukowane uliczki i małe domki w których można podziwiać oryginalne wyposażenie, a także podumać nad ówczesnym poziomem życia. 





Wiernie zostały przedstawione wnętrza sklepów, poczta, apteka. 




W jednym z domów była tez wypożyczalnia tradycyjnych strojów dla dzieci i drewniaków dla dorosłych.


Dzieci w holenderskich strojach ludowych.




Maluchy z radością zakładały tradycyjne holenderskie buty by później stukać nimi po kamiennym bruku. Dużo mniej entuzjazmu dzieci okazywały zwiedzając szkołę zlokalizowaną przy kościele ;)


Wnętrze szkoły sprzed ponad stu lat.

Część miejską od wioski rybackiej oddziela tzw. kanał miejski w którym pływają karpie próbujące wyżebrać trochę jedzenia od naiwnych turystów ;)





Obok wioski stał czynny wiatrak - klasyka holenderskiego krajobrazu. Na jego przykładzie można było się zapoznać z techniką osuszania pół przez przodków mieszkańców miasteczka.
Wiatrak osuszający pole.

Wiatrak osuszający pole.

W samej wiosce najbardziej zachwycająca dla Mrs Foch była pralnia w której maszyny działały na silniku parowym. 




Pralki piorą, wirówka wiruje a magiel kręci się, czekając na niewiastę, która wreszcie zacznie prasować uprane rzeczy.

Kolejna część skansenu - już za wioską rybacką - to sporych rozmiarów piece służące do wypalania muszli morskich i pozyskiwania w ten sposób wapnia.


Piece do wypalania muszli i pozyskiwania wapnia.

Aby najmłodsi zwiedzający nie nudzili się, przewidziano szereg atrakcji. Poza narodowymi strojami, w które można się przebrać, są gry i zabawy tamtejszych dziadków - szczudła, kręgle, obręcze do toczenia i wiele innych, których nazw niestety Mrs Foch nie była wstanie przeczytać. 




Są także żywe zwierzęta, które można dotknąć czy pogłaskać.


Kozy.

kózka

Ostatnia już część muzeum - to osobny budynek gdzie można podziwiać ekspozycję łodzi rybackich, historię wielorybnictwa, czy historię życia codziennego.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger