Happy Birthday Hafen Hamburg cz. I

Happy Birthday Hafen Hamburg! - to hasło czterodniowych obchodów urodzin portu w Hamburgu. Port jest źródłem bogactwa miasta. Jego wielkości i potęgi. Nic więc dziwnego, że świętowanie urodzin portu, zajmuje mieszkańcom miasta aż 4 dni :) Na ten czas kilka lub raczej kilkanaście kilometrów nabrzeża i otaczających go ulic, wypełnia się skrzyżowaniem kolorowego jarmarku, wesołego miasteczka i sali koncertowej. Tłumy mieszkańców i gości przyjeżdżają aby zwiedzić cumujące statki, zobaczyć parady okrętów czy pokazy lotnicze.

Obchody urodzin miasta rozpoczęły się wielką paradą okrętów, żaglowców i wszelkich statków jakie tylko pływają na okolicznych wodach. Niestety paradę przeoczyłam z powodu zbyt późnego przeczytania planu obchodów.... Skąd mogłam przypuszczać, że cała impreza rozpocznie się w piątek, dzień roboczy, o 16.00? Uroczystości związane z przypłynięciem kolejnych statków - gości trwały nawet od rana! Cóż, zapomniałam, ze w Niemczech w piątek kończy się prace o 12.00...

Zaległości starałam się nadrobić w kolejne dni - a było co oglądać!

Najważniejsze były statki. Cumowały przy nabrzeżu i można było je zwiedzać, oglądać, dotykać :)
Były i repliki statków historycznych, były wielkie żaglowce, były statki pożarnicze, celne...

Dla mnie jednak największa atrakcją były okręty Niemieckiej Marynarki Wojennej.

Udostępnione zwiedzającym (niestety nie cały dzień, a jedynie w określonych godzinach) stanowiły ogromna atrakcję.

Rzadko bowiem człowiek, ma okazję wejść na okręt, będący w czynnej służbie. Oczywiście pomieszczenia załogi były niedostępne, działa ogrodzone taśmą - a marynarze patrzyli turystom na ręce :)


Wszelkie torby i plecaki należało zostawić pod statkiem, pod czujną opieką załogi. Na niektóre okręty nie można było wnosić aparatów fotograficznych. Co kapitan to obyczaj :) Chętnych do zwiedzania było mnóstwo - by dostać się na największa fregatę musieliśmy stać w ponad godzinnej kolejce.

Ogromną niespodzianką była obecność prawdziwej łodzi podwodnej!


Schowana za ogromnym transportowym statkiem-muzeum od strony nabrzeża a wielką fregatą Niemieckiej Marynarki Wojennej była ledwie widoczna. Nie została też wymieniona w oficjalnym programie imprezy... Na szczęście udało nam się ją dostrzec i dostać na pokład:) Trasa zwiedzania nie była skomplikowana - przejście od kiosku do drugiego włazu pozwalało zobaczyć:
- toaletę
- umywalkę
- kuchnię
- prycze oficerów
- centrum łączności i dowodzenia - gdzie stał marynarz i wszystkim patrzył na ręce :)
Pewien podziw wzbudzało upchanie we wszelkie możliwe zakamarki zapasów papieru toaletowego i chrupkiego chlebka Wasa. Torped nie pokazano niestety.... Jednak nie narzekam - była to ogromna i bardzo miła niespodzianka.

Poza zwiedzaniem statków na gości obchodów czekało moc innych atrakcji
- pokazy samolotów z drugiej wojny światowej


- parady żaglowców i statków parowych


- pokaz ratownictwa wodnego (z udziałem śmigłowca i statku ratowniczego)



- lot helikopterem (to było odpłatne)
- balet statków na wodzie
- rejs na pokładzie dźwigu portowego

- wesołe miasteczka, punkty z piwem i jedzeniem

- koncerty na świeżym powietrzu
- specjalne wystawy w muzeach
- pokazy sztucznych ogni
a także wiele innych atrakcji o których nawet nie zdołałam przeczytać.

Nic więc dziwnego, że w czasie tej czterodniowej fety (czterodniowej bo w piątek szybciej mieszkańcy skończyli pracę, a poniedziałek był ustawowo wolny) na nabrzeżu były tłumy zwiedzających.


Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger