Keukenhof - tulipanowe szaleństwo

Keukenhof od dawna był cichym marzeniem Mr Foch. Co prawda fakt, że ten holenderski ogród można zwiedzać jedynie przez dwa miesiące w roku nie nastrajał optymistycznie. Jeśli w ciągu 60 dni musi on zarobić na całe dwanaście miesięcy działalności, to należy się spodziewać tam dzikich tłumów, gigantycznych kolejek do kas i wielogodzinnych korków na drogach. Jednak te trzydzieści dwa hektary kwietnych rabat, oczek wodnych i strumieni, siedem milionów kwiatów cebulowych - kusiły.  

W końcu w  długi majowy weekend, zebrawszy się na odwagę, Mrs Foch ruszyła na podbój jednego z najbardziej obfotografowanych parków na świecie.


Holandia - Keukenhof i tulipany

Zgodnie z przypuszczeniami ludzi była masa - długi weekend ma swoje prawa. Horda rządna oglądania tulipanów z zawrotną prędkością 30 km/h zmierzała w stronę parkingów (miejsc starczyło dla wszystkich!!!) aby po porzuceniu auta odstać swoje w rytualnym ogonku po bilet (tu też nie było dramatycznie, choć lepiej jednak kupić przez internet). Jedyny zgrzyt to konieczność dokupienia mapy. Mrs Foch uważa, że takie rzeczy powinni jednak dawać gratis do biletu i zawsze ją denerwuje, kiedy jest zmuszana do zakupu dodatkowych folderów. Na szczęście szum fontanny zagłuszył toi co mamrotała pod nosem dokupując niezbędne gadzety.




Kiedy udało się kupić bilet, kupić mapę, skasować bilet i wejść do środka - Mrs Foch westchnęła. Pewnie myślicie, że z zachwytu? Niestety z rozpaczy - zaczęło lać. 







Miało to też swoje dobre strony - większość turystów niczym rasowi maratończycy pobiegli zwiedzać pawilony i w ogrodzie zrobiło się pustawo. Momentami nawet piękno kwiatów można było kontemplować w samotności!




Sam park swoją genezę wywodzi od ogrodu kuchennego. Jest zaprojektowany w stylu angielskim, a zawrotną karierę rozpoczął od 1949 roku, kiedy zorganizowano pierwsza wystawę kwiatów na świeżym powietrzu. Co roku sadzi się tam ręcznie (!) 7 milionów cebulek i jest to rok rocznie największa wiosenna atrakcja Holandii. I słusznie - wrażenia z wizyty były niesamowite.




















W ramach nawiązania do letniej olimpiady 2008 w Chinach - w parku pojawiły się też akcenty nawiązujące do estetyki orientalnej. Kwietnego smoka Mrs Foch nie zauważyła, koła olimpijskie przeoczyła ale do jakiś chińskich zakątków jednak trafiła ;)





Do listy skarg i zażaleń Mrs Foch chciałaby jeszcze dopisać brak bezpłatnych toalet (przy tych cenach biletów to jednak przesada) oraz jedynie teoretyczną możliwość zrobienia najazdu na punkt gastronomiczny. Była taka masa ludzi, że nawet kawy nie udało się kupić. Na całodniowa wycieczkę - a szkoda tam jechać na krócej - warto więc wziąć ze sobą jakieś zapasy żywności.
Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger