Tintagel

Tintagel

Tintagel jest miejscem, gdzie spędzenie połowy dnia to zdecydowanie za mało. Tutaj Kornwalia zdobyła nasze serca, pokazując się chyba z najlepszej strony. Czujemy ogromny niedosyt i żal, że raczej szybko nie będzie dane nam tam wrócić.

Pierwszą rzeczą, która wita nas na szlaku są drewniane drogowskazy :)


 Ścieżka do zamku prowadzi w dół, w stronę morza.


Wybrzeże i przedsmak widoków, które czekają na nas na górze. Widok z mostu łączącego wyspę z lądem.


 Zamek wita turystów schodami. Zobaczenie całości ruin to niezłe wyzwanie ;)



I wreszcie na górze. Możemy zwiedzać ruiny zamku w którym narodziła się legenda o Rycerzach Okrągłego Stołu  lub może i nawet sam król Artur ;)


Zamek jest malowniczo położony na wyspie i to położenie stało się jego przekleństwem. Część budowli runęła bowiem do morza. 









Na wyspie są też fundamenty domów, które znajdowały się już poza zamkiem.



 Tintagel to jednak głównie przepiękne, zapierające dech w piersiach  widoki. Poniżej zatoka Heven.



W prawym dolnym rogu ruiny zamku i Żelazne Wrota (choć nie mam pojęcia jakim cudem cokolwiek mogło przybić do wyspy od tej strony)







A tu jedyny właściwy sposób pilnowania dzieci na wyspie. Nie ma bowiem barierek ani żadnych zabezpieczeń. Całość jest oczywiście całkowicie niedostępna dla wózków.


Tintagel to też jaskinie (w końcu Kornwalia to kraina przemytników ;) ). Były i całkiem malutkie - jak poniższy tunel.



Oraz ogromne - jak Grota Merlina, do której można było wejść jedynie w czasie odpływu.


A tu pozostałe widoki z "Heven" z którego uciekła woda ;)



W ramach zwiedzania zamku Tintagel były jeszcze do zobaczenia dwa dziedzińce - niższy i wyższy. Prowadziły do nich długie i strome schody. Niestety, o ile jedno z naszych dzieci wciąż jeszcze podróżuje w nosidełku na plecach, o tyle drugie jest już za duże aby je nosić, ale zbyt małe, aby dać radę kontynuować wyprawę. Trasa zaś była zbyt stroma, by próbować je wnieść. Pozostało nam spoglądanie na zabytki z daleka.



mostek ;)

mostek ;)

Zawsze chciałam się nauczyć rysować - ale to już raczej nie w tym wcieleniu  ;) Dlatego czasem sobie kompensuję własne braki zabawą ze zdjęciami. Te, z których nie jestem zadowolona próbuję przerobić na coś interesującego. Trochę zabawy, trochę prób wydobycia ze zdjęć tego "czegoś" co chciałam pokazać.




okno ;)

okno ;)

Czasem lubię się pobawić. Poniżej przykład zmieniania ostrości w trakcie robienia zdjęcia. Aby wyszło coś ciekawego trzeba odrobiny szczęścia, ale efekty bywają interesujące. Choć jak znam życie, pewnie jest jakaś opcja w PS czy innym programie do obróbki zdjęć, która zrobi coś takiego lepiej. Jednak da dużo mniej radości ;)



Stonehenge

Stonehenge


Stonehenge to najsłynniejszy europejski prehistoryczny zabytek. Bardzo chcieliśmy go zobaczyć, choć na wszelki wypadek nasze oczekiwania nie były zbyt wielkie. Wszelkie bowiem prehistoryczne zabytki na terenie naszego kontynentu, które udało nam się odwiedzić,  prezentowały się mało okazałe. Kurhany, labirynty czy kamienne świątynie znacznie lepiej wyglądały na wizualizacjach niż w rzeczywistości. Dlatego nastawialiśmy się raczej na wielkie rozczarowanie i kupę kamieni w polu ;)

Początek zapowiadał się zgodnie z oczekiwaniami. Ogromny parking, ogromny budynek muzealno-sklepowy i ani śladu czegokolwiek, co przypominałoby prehistoryczny, kamienny kalendarz. Szybko okazało się jednak, że główna atrakcja jest gdzieś w polu i można do niej dojść albo dojechać. Spacer był darmowy, choć informacji o tym, ani strzałek w jakim kierunku się udać, nie zauważyliśmy. Bardzo ładnie były za to wyeksponowane kasy, gdzie można było zakupić bilety na transport małymi busikami lub też wagonikami ciągniętymi przez samochód. Ponieważ w wyprawie towarzyszyły nam małe dzieci – zdecydowaliśmy się jechać, choć przyjemność do tanich nie należała. Bilet, poza transportem, obejmował jeszcze wstęp do muzeum, które było zlokalizowane tuż obok. Ponieważ o jego istnieniu dowiedzieliśmy się przy kasie, nasze prognozy odnośnie wartości prezentowanych zbiorów nie były zbyt optymistyczne.

 Za to z uwagi na wczesną porę, do wagoników nie było kolejki i w ciągu kilku minut wyruszyliśmy w drogę. Po niezbyt długiej jeździe i króciutkim spacerze naszym oczom ukazał się wreszcie cel naszej wyprawy.



 Był duży i faktycznie robił wrażenie. Choć niestety można go oglądać jedynie z pewnego dystansu. Jedynie dwa razy w roku można wejść między kamienie - w czasie letniego i zimowego przesilenia. Wieść gminna niesie, że jest tam wtedy niesamowity tłok, więc podróż z dziećmi byłaby raczej przeciętnym pomysłem. Za to jest dużo wyznawców kultów pogańskich, a same kamienie z bliska robią niesamowite wrażenie.

Nam pozostało kontemplowanie pocztówkowych widoczków.





Dodatkową atrakcją jest odtworzona prehistoryczna wioska zlokalizowana przy budynku muzealno-sklepowym. W dwóch chatach zrekonstruowano częściowo wnętrze - co pozwala sobie bardzo dobrze wyobrazić jak żyli i pracowali ludzie, którzy zbudowali Stonehenge.







Na koniec naturalnej wielkości model pokazujący transport kamienia. Wyposażony był w urządzenie pozwalające sprawdzić swoją siłę - niestety zepsute.


Samo muzeum zgodnie z naszymi przewidywaniami nie było powalające ;) Choć trzeba oddać mu sprawiedliwość - osoby ignorujące taką dziecinę wiedzy jak historia - mogły się tam dowiedzieć czym najprawdopodobniej był Stonehenge, jak go budowano i jak prowadzono prace wykopaliskowe. Były tez informacje o innych okolicznych zabytkach sztuki prehistorycznej.

Dużo ciekawszy niż ekspozycja był sam budynek muzeum - przykład nowoczesnej i pięknej architektury. Jedynym zgrzytem był fakt, że stał w polu, pośrodku przysłowiowego niczego. Owszem posadzono dookoła roślinność, ale efekt będzie widoczny za jakieś 5-10 lat.

No i pojawia się pewne pytanie - czy całość kompleksu nie mogła być zlokalizowana bliżej zabytku? Choć widać zainwestowane tam ogromne pieniądze, człowiek odnosi wrażenie, że kwestie transportowe są pretekstem do wyciągnięcia od turystów sporej ilości gotówki. Zaś sam zabytek - ładny, choć najlepiej wygląda chyba jednak na zdjęciach z lotu ptaka ;)
Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger