Eden Project


Eden Project – to ogromny, bardzo nowoczesny ogród botaniczny w Kornwalii (Wielka Brytania). Wygląda kosmicznie ze swoimi kopułami i odpowiada wyobrażeniom kolonii pozaziemskich. Dlatego właśnie bardzo chcieliśmy go zobaczyć. I faktycznie – już od samego wejścia widać, że te kopuły są rodem z naszych marzeń o podboju obcych planet ;)



Z daleka można też podziwiać bardzo gustowny daszek pokryty roślinnością. Pozostałe wielkie budynki na zdjęciach to amfiteatr


 oraz The Core - budynek z wystawami, instalacjami czasowymi i całym zapleczem edukacyjnym.


Ogród ten zlokalizowano w wyeksploatowanym wyrobisku kaolinu (gliny), a udostępniono dla zwiedzających od 2001 roku. Przygotowując się do wyjazdu, na te dwie informacje nie zwróciłam szczególnej uwagi. I to był błąd. Bowiem stare wyrobisko oznacza, że ogród jest w kotlinie. I o ile w całej Kornwalii bardzo mocno wieje, to tam nie ma nawet odrobiny wiatru. I jeśli policzymy sobie, że większość roślin sadzono tam mniej więcej 15 lat temu… Oczywiście nie były to nasiona. Jednak nie ma dużych drzew i nie ma zacienionych alejek. W słoneczny dzień jest tam po prostu przysłowiowa „patelnia”.

Kiedy jednak rano, w piękny słoneczny dzień, wchodziliśmy na teren ogrodu, nie mieliśmy jeszcze żadnych złych przeczuć.


Sam ogród jest bardzo piękny. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie "grządka" roślin owadożernych. 


Zlokalizowano ją na świeżym powietrzu - można było dzięki temu zobaczyć jak wygląda łapanie i zjadanie zdobyczy przez te przepiękne, kolorowe kwiaty.

Ogromne wrażenie robił też ogród różany



oraz tunele ze splecionych młodych wierzb (chyba to były wierzby - mogę się mylić ;) )


Co jakiś czas pojawiały się perełki w postaci roślin o bardzo egzotycznym wyglądzie.


Dodatkiem do roślin była bardzo przemyślana i ciekawa mała architektura. Sporo rozwiązań zaprojektowano z myślą o dzieciach. Jak ten skrót, gdzie poza maluchami mogłyby się wcisnąć  jedynie modelki o rozmiarze "0". 

Podziwiać można było  bardzo nowoczesne, ażurowe płotki,


jak i murki stylizowane na tradycyjne, swojskie, angielskie.


Dokładnie takie same widzieliśmy wokół domów przy tutejszych drogach. :)

Ozdobne domki dla ptaków,


kolorowe ule,


ogromne figury owadów,


ciekawe architektonicznie ławki,


a także bardzo nowoczesny "robot śmieciowy"


- czyli wizualne pokazanie, ile śmieci wytwarza jeden człowiek w ciągu całego życia.

Najmniej trafiony wydawał mi się krab obok zbiornika wodnego.



W końcu zbiornik słodkowodny - a kraby to chyba raczej w słonej wodzie mieszkają. ;)

Skoro zaś o wodzie mowa. Był i bardzo nowoczesny zbiornik, zgodny z najnowszymi trendami, godzien pokazania na najbardziej prestiżowych wystawach ogrodniczych,



oraz staw z rybami stylizowany na zbiornik naturalny.


I tutaj właśnie, przy zbiornikach wodnych w pełni odczuliśmy, jak okrutne potrafi być słońce w tej dolinie. Najgorsze było to, że w zasadzie nie ma tam gdzie się schować. Nawet ta szklana altana nie daje cienia a wręcz przeciwnie - działa jak klasyczna szklarnia.

A skoro o szklarniach mowa - widząc jak z każdą chwilą mamy dość, postanowiliśmy zostawić zwiedzanie biomu zewnętrznego i sprawdzić co słychać w kopułach. Nie łudziliśmy się, że tam będzie chłodniej ;) - chcieliśmy jedynie mieć pewność, że będziemy mieć siłę, aby je zwiedzać :)



Rainforest Biome i Mediterranean Biome mają osobne notki. Zrobiłam tam taką masę zdjęć, że muszę się wszystkimi pochwalić ;)

Warto jeszcze wspomnieć, że jednym z najważniejszych celów, jakie stawia przed sobą Eden Project jest edukacja. I z uznaniem musze przyznać, że robi to ciekawie, w dodatku w sposób bardzo pomysłowy. Zakątek poświęcony roślinom z czasów dinozaurów zaciekawił pewnie niejednego małego miłośnika paleontologii ;)



Sporo zaś dorosłych zwiedzających, robiło dłuższy przystanek przy roślinach leczniczych - gdzie przy każdym prezentowanym gatunku, w małej gablotce pokazywano, jakie popularne leki są robione na jego bazie.




I tutaj jest ten moment, w którym muszę przyznać, że po zwiedzeniu kopuł zwyczajnie w świecie mieliśmy dość. Nie pomogła nawet przerwa w łączniku pomiędzy kopułami, gdzie jest klimatyzacja i możliwość zakupu oraz zjedzenia posiłku.


Nawet lody nie pomogły ;)  Byliśmy tak wykończeni, ze po pomachaniu z daleka tej części, której nie zobaczyliśmy (wstyd się przyznać - ale może nawet połowa biomu zewnętrznego została), poszliśmy do The Core.

Tutaj niestety nie mam już zbyt wiele do opisania. Jest tam klimatyzacja! Jest tam też mała sala zabaw, gdzie nudzące się śmiertelnie dzieci mogą się wreszcie wyszaleć, a pilnujący ich rodzice odetchnąć w chłodnym pomieszczeniu ;) Warta uwagi była ściana zrobiona z drzwi lodówek - której poświęcę osobny wpis, oraz gigantyczna maszyna do rozłupywania orzeszków ;)


Słynnej kontrowersyjnej rośliny- maszyny, pokazującej zależność pomiędzy człowiekiem a naturą nie zrozumiałam. Nie wiem czy to upał czy faktycznie jest to przerost formy nad treścią. Instalacja była dla mnie tak nudna i przekombinowana, że z wrażenia zapomniałam jej zrobić zdjęcie :)

Cały pobyt w Eden Project zajął nam jakieś 2/3 dnia. Jest on ogromny i jeśli ktoś ma ambicje zobaczyć całość, powinien od początku narzucić sobie szybkie tempo lub przyjechać tutaj więcej niż jeden raz. Trochę żal, że nie udało się zobaczyć wszystkiego - jesteśmy jednak tylko ludźmi z dwójką małych dzieci :)

Pozostałe wpisy:

Eden Project - Rainforest Biome
Eden Project - Mediterranean Biome
Eden Project - lodówkowa ściana 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger