Beaulieu – dla każdego coś dobrego



Przyznam szczerze, że nie planowałam wycieczki do Beaulieu. Natrafiłam na informację o miasteczku w przewodniku i pomyślałam, że jest blisko – więc jak się skończą pomysły na wyjazdy, to można skoczyć. I traf chciał, że w najbliższy piątek, około północy – kiedy wszystko było przygotowane i spakowane do porannego najazdu na zamek Arundel, dopatrzyliśmy się, że na miejscu naszego sobotniego pikniku jest organizowany ogromny turniej rycerski. Turnieje są fajne, ale nie z dwójką małych dzieci. Zastanawiając się nad zmianą planów przypomniałam sobie o Beaulieu. I tak w sobotę rano ruszyliśmy zobaczyć Muzeum Samochodów. Okazało się jednak, że jest tam dużo więcej ciekawych rzeczy. 


Samo muzeum znajduje się na terenie ogromnej posiadłości i jest zdecydowanie jej największą atrakcją. Zbiorom poświęcony był poprzedni wpis, teraz jedynie wspomnę, że w ramach budowania klimatu po asfaltowych alejkach całego kompleksu jeżdżą sobie samochody „z epoki”.
 


Nie wiem czy są autentyczne  czy jedynie stylizowane – nie ma to znaczenia. Turyści mogą sobie robić zdjęcia, pooglądać, poodtykać. Kierujący widząc zaś aparat wycelowany w ich stronę radośnie machają. Drobny gest a cieszy ;)




Trafił się też rower.



Zwiedzanie Beaulieu jest bardzo przyjemne. Cały teren to tak naprawdę ogromny park. Dla nieco bardziej zmęczonych turystów przewidziano transport piętrowym autobusem oraz naziemną kolejką.



Przystankiem, który podczas spaceru należy zrobić i nieco pozwiedzać - są ruiny opactwa  Cystersów z 1204 roku. Podobno jedno z najbardziej nawiedzonych i obfitujących w duchy miejsc w Wielkiej Brytanii :)




Szczerze mówiąc w przypadku kościoła słowo ruiny to duży komplement. Nawet kupa kamieni to przesada… Jednak naród angielski jest mistrzem w prezentowaniu swoich zabytków, nawet tych które nie ocalały. Pięknie skoszony trawnik, alejki, tablice informacyjne i…. Tak, te kamienne pozostałości w trawie to fundamenty murów kościoła.



Same ruiny opactwa prezentują się nieco ciekawiej.






Na dziedzińcu organizowane były pokazy sokolnicze. Na samo show się nie załapaliśmy ale można było z bliska zobaczyć ptaki i zadać pytania ich opiekunowi. 





Niezwykle ciekawa okazała się też wystawa o szkoleniu szpiegów w czasie II Wojny Światowej – Secret Army Exhibition . Beaulieu było bowiem miejscem, w którym członkowie SOE (Special Operations Executive) przechodzili szkolenie i uczyli się swojego „rzemiosła”. Pamiątek nie ma zbyt wiele – jednak sam fakt ich autentyczności sprawia, że wystawę warto zobaczyć. Bowiem tego typu gadżetów zwykły człowiek raczej nie ma okazji zobaczyć.



Kapsułki do uzdatniania wody.


Jednostrzałowy 22 Singer - czyli broń ostatniej szansy.


Dodatkowe atrakcje jakie oferowało Beaulieu to gry i zabawy sprzed stu lat. Animatorzy ubrani w stroje z epoki zachęcali zarówno dzieci jak i dorosłych do spróbowania jak bawili się nasi przodkowie.


Pozostałe wpisy z relacją z wizyty w Beaulieu:
  1. Beaulieu - muzeum samochodów
  2. Beaulieu - ogrody
  3. Beaulieu - pałac

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger