domki plażowe w Bournemouth



Bournemouth miało ugościć nas piękną plażą, słońcem i rozpieścić morzem. Niczego z tych planów nie udało się zrealizować. Miasto okazało się być spore a plaża malutka i zatłoczona. Słońce, w tempie pędzącego pendolino, zakryły ciemne, burzowe chmury. Morze już z daleka wyglądało na lodowate.  Jedyną rzeczą, którą uznaję za wartą zapamiętania, są domki plażowe.  



Kolorowe, na tle ściany zieleni wyglądały jak dziecięce klocki. Od plaży oddzielała je droga i chodnik. Ku mojemu zdziwieniu ludziom jednak nie chciało się zanieść leżaków te kilka kroków i usadowić się w piasku. Piknik rozbijali wprost przy szosie. Drugie zdziwienie, to obecność kuchenek w środku domków. Ciężko wyobrazić mi sobie gotowanie obiadu w takich warunkach, a z odgrzewaniem posiłków, kojarzy mi się raczej mikrofala. Za krótko jednak byłam w okolicy, aby wyśledzić, jaki tryb życia prowadzą domkowi tubylcy;)


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger