"przydrożne" truskawki

Kolejne angielskie zaskoczenie – handel owocami sezonowymi przy drodze. 

    Wiedziałam wcześniej od koleżanek, że można  pojechać sobie na farmę, narwać owoców (i później za nie oczywiście zapłacić) i w ten pożyteczny i pracowity sposób spędzić dzień. Do mnie ten sposób odpoczynku nie trafia ;) Obrywanie owoców nigdy chyba nie będzie dla mnie rozrywką. To praca i tyle. Czyżby wspomnienia z dzieciństwa? ;) Ta praca owszem bywa przyjemna, ale kiedy już płacę za owoce czy warzywa, chcę je mieć zerwane. Dlatego nie zorganizowałam wyprawy na taką właśnie farmę, pomimo wrodzonej ciekawości: „Jak to wygląda?”

    Okazało się za to, ze tak jak w Polsce, owoce sezonowe mogę kupić z samochodu przy drodze. Szok! Byłam przekonana, że jest to relikt handlu obwoźnego, że w tej zachodniej i cywilizowanej Europie nikt się w to nie bawi, ani żadna inspekcja sanitarna na takie rzeczy nie pozwala. Byłam w błędzie. I zresztą całe szczęście, że się myliłam i że poza supermarketami, jakiś inny handel jeszcze istnieje.:)



Na zdjęciu jeden z wielu samochodów z owocami, które mijaliśmy w czasie wypraw na wycieczki :)

Nostalgicznie przypominałam sobie truskawko-budki z Hamburga, gdzie kupowałam owoce sezonowe. Tamte jednak były wersją luksusową takiego handlu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger