z wizytą u farmera (Longdown Activity Farm)



Dzieci, żyjące w miastach, zwierzęta hodowlane znają zwykle tylko z kart książeczek. O ile mają szczęście, to rodzice zabiorą je czasem do ogrodu zoologicznego, gdzie w małym zoo trafią się jakieś kozy czy owce. Nawet dzieci wiejskie, z tzw. żywym inwentarzem mają coraz mniejszy kontakt. Maluchy wiedzą doskonale jak wygląda krokodyl, rozróżniają różne gatunki dinozaurów ale osiołka od konia nie odróżnią. 
    W Polsce możliwość oswojenia dzieci ze zwierzętami gospodarskimi widziałam tylko w gospodarstwach agroturystycznych (i to w dość ograniczonym zakresie). W Wielkiej Brytanii spotkałam farmy dla dzieci. Miejsca, gdzie nasi spadkobiercy mogą zobaczyć, że krowa czy świnia faktycznie istnieje i jeszcze nie wyginęła. Gdzie mogą zbierać jajka od kur i głaskać pisklęta. 

Dziś więc kilka zdjęć z takiej właśnie farmy zlokalizowanej pod Southampton.


Farma jest faktycznie „prawdziwa” . Nawet czasem śmierdzi zwierzęcymi odchodami, choć do tych akurat miejsc, odwiedzający nie maja dostępu. Jest czysto, porządnie – ale jak wiatr dobrze powieje, to czuć oborą i chlewikiem ;) Jest też pełno pojemników z mydłem i woda do mycia rąk – tak aby po kontaktach ze zwierzętami szybko oczyścić się z tych wstrętnych zarazków ;) Ale to nie o smrodku i zarazkach miałam pisać.
     Zaraz za bramą wejściową witają nas więc klatki z kurami.


Można zobaczyć że mają pióra a bezgłowy korpus z supermarketu nie jest ich codzinną stylizacją ;). Są też pisklaki i małe kaczuszki. Tutaj dzieci mogły je zobaczyć z bliska. Większa ilość była na wielkim wybiegu kawałek dalej.


Ptactwo ma jeszcze jakieś pół godziny do karmienia, a jak widać już ustawia się przy siatce. Po prawej stronie są małe domki - to miejsce gdzie można sobie oglądać świnki morskie, króliki i kury po raz kolejny (i podbierać jajka).


Kawałeczek dalej był domek małych kózek (można je karmić butelką)


oraz tych dużych, które leniwie leżały na sianie i patrzyły na uwijające się dookoła wróble.


Były konie, osły, znowu kury i podbieranie jajek (jajka należało pózniej odnieść do sklepu), pawilon z małymi zwierzetami (odpuściliśmy, bo nie chciało nam się stać w kolejce), krowy na pastwisku i jazda traktorem. Zrobiliśmy za to dłuższy postój przy świniach, bo trafiliśmy na porę karmienia.


Dzieci nosza pokarm w kubeczkach i wsypują do rur. A świnie biją się o te "kocie chrupki" zawzięcie i chrumkają wniebowzięte ;) 
Ano właśnie - zwierzęta na farmie karmią dzieci. W tym wypadku do oporu i tak długo aż sie dzieciakom znudziło -  można było brać pokarm i nosić. Końcówkę rosypywali wręcz sami pracownicy, bo już nie było chętnych do pomocy ;) Przypuszcam, że przy karmieniu butelkami małych kóz czy cieląt jest jakaś kolejka, bo dzieci wymagają jednak nadzoru, ale frajda jest olbrzymia. 
Karmienia są też tak ustawione, że mozna cały dzień tylko chodzić i sypać zwierzakom jedzenie. 

Zaś kawałeczek za dorosłymi świniami mieliśmy świński żłobek.



Kontrast pomiędzy malutkimi, różowymi prosiaczkami a chrumkającym towarzystem, które biło się o chrupki (a wystarczyło dla wszystkich)  ogromny. Wreszcie dzieci zrozumiały, że kiedy mówimy, iż ktoś zachowuje się jak świnka, to wcale nie jest komplement ;)

Poza karmieniem i głaskaniem zwierząt, na dzieci czekają też bardziej tradycyjne atrakcje. Czyli kilka placów zabaw, (jeden na dworze otoczony miejscami piknikowymi, jeden pod dachem, osobno trampoliny, plastikowe traktorki do jeżdzenia, gokardy),


automaty za funcika (to prawdziwe koparki, które kopały w błocie normalne dziury)


czy jazda na kucyku (dodatkowo płatna i dostępna jedynie w weekendy)


Popołudnie spędzone na farmie było bardzo udane. I choć teren jest niewielki, to aktywności dla dzieci mnóstwo i nie ma opcji aby spadkobiercy się nudzili. Z jednym zastrzeżeniem - musi być pogoda. Nie wyobrażam sobie wizyty na farmie w deszczu (te place zabaw pod dachem są bardzo malutkie). 

W bonusie dla dorosłych jest jeszcze sklep ze zdrową żywnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger