Cheddar Gorge (UK)

Jak rozdmuchać marketingowy balon do granic możliwości? Wszystkich chętnych na warsztaty zapraszamy do kompleksu „Cheddar Gorge”, gdzie w cenie biletu dostaną lekcję, jak wiele obiecać i niewiele dostarczyć. Jak łatwo się więc zorientować za dzisiejszy post odpowiada Mrs Narzekalska , która planuje marudzić przez pół strony,  jak bardzo wycieczka się nie udała
Zacznijmy jednak od samego początku.

Cheddar Gorge to malowniczy wąwóz z dwiema jaskiniami. W jednej z nich znaleziono szczątki człowieka z okresu mezolitu, Ponieważ  jest to jedyne takie odkrycie na terenie Wyspo Brytyjskich  Mrs Narzekalska rozumie, że dla tubylców jest to 9 cud świata, ważniejszy od piramid w Gizie i K2 w Nepalu.  Każdy naród wszak ma swoje małe słabości ;) Jako, że od dawien dawna istniały plany aby pokazać spadkobiercom prawdziwe jaskinie (w których żyją przecież smoki i inne Graffalu) wyprawa do wąwozu została wpisana na listę wycieczek. Zapowiadała się zresztą bardzo interesująco: niesamowity wąwóz, jaskinie, muzeum prehistorii, zapierający dech w piersiach punkt widokowy a w ramach bonusu przejazd autobusem (takim widokowym, z odkrytym górnym pokładem) i piesza wycieczka górą wąwozu.  Wszystko to w cenie jednego biletu Mrs Narzekalskiej obiecywała multimedialna strona internetowa- trzeba przyznać, ze bardzo ładnie i profesjonalnie zrobiona.


Wycieczka wyruszyła i kiedy dojechała prawie na miejsce, okazało się, że pada deszcz. No dobrze, Mrs Narzekalska wie, ze nie jest to wina osób zarządzających wąwozem,  nie mniej jednak zanim wycieczka na dobre się zaczęła już było wiadomo, że są małe szanse aby się udała. Sam wąwóz w deszczu, zza szyb samochodu prezentował się dość imponująco.



Tu Mrs Narzekalska pozwoli sobie na mała uwagę, ze jeśli ktoś chce podziwiać wąwóz z dołu to musi się przygotować na ekstremalną wyprawę z narażeniem życia – środkiem idzie zakręcona szosa, jest ciasno, samochody jadą szybko, brak nawet kawałka pobocza. Prawdziwych miłośników fotografii to jednak nie powinno zniechęcić ;) Minęliśmy kilku w tym deszczu – do wymienionych wcześniej atrakcji mogli sobie dopisać jeszcze mokre i śliskie kamienie po których usiłowali dzielnie iść w górę.

Zostawiając jednak na boku te mrożące krew w żyłach opisy ;) należy dodać, że dzięki pogodzie ominęła nas walka o miejsce parkingowe a znalezienie  kas i najsłynniejszej jaskini  (Gough's Cave) było proste i szybkie.

Na jaskinię Gough Mrs Narzekalska nie będzie narzekać ;) Co prawda zalane betonem dno stanowi pewien zgrzyt wizualny, ale w sumie dzięki temu mogą tam wjechać wózki (I z dziećmi i osób niepełnosprawnych). Nie trzeba też mocno uważać na maluchy. Owszem jak to w jaskini – jest trochę ślisko  - ale nie ma się gdzie potknąć ani jak wywrócić.

Sama jaskinia była urocza. Mała, ale kilka odpowiednio oświetlonych zbiorników wodnych, w których odbijały się sufit  nawet dorosłych zabierało w magiczną krainę baśni. Z bardziej realnych rzeczy - było też stanowisko dojrzewających serów cheddar (które są tutaj produkowane i swoją nazwę zawdzięczają nazwie wąwozu)










Druga jaskinia Cox (Cox’s Cave) była jeszcze mniejsza, ale za to zwiedzających wprowadzała w nastrój muzyka klasyczna :) Tam też zlokalizowano szeroko reklamowany Crystal Quest, czyli Kryształowa Przygoda :) 


Pod tą tajemnicza nazwą kryło się kilka naturalnych wielkości figur (inspirowanych filmem „Władca Pierścieni”) i opowieść o elfach, wyprawie po kryształ i złym smoku, który go pilnował. Takie małe widowisko światło-dźwięk. Niestety  Mrs Narzekalska nie zdążyła się dobrze zorientować, o co w całej historii chodziło, gdyż spadkobiercy bardzo przestraszyli się smoka i trzeba było ich szybko wyprowadzać z groty ;) Na szczęście wyjście było tuż obok tej groźnej bestii .


Choć samo widowisko było takie sobie, to jeśli się dobrze trafi z wiekiem dzieci może pozostawić niezatarte wrażenia. ;)

I to byłoby wszystko z atrakcji, które Mrs Narzekalska mogłaby polecić. Oczywiście jest jeszcze wioska, która przy słonecznej pogodzie wyglądałaby zapewne uroczo – skąpana w kwiatach i zieleni. 



Jednak nawet najbardziej zielone krzaki nie zmieną fakty, że środkmiem wioski idzie ruchliwa (z uwagi na ruch turystyczny) droga a malownicze budyneczki przykrywa masa szyldów lodziarni, kawiarni, sklepów z serami i pamiątkami oraz fast foodów. Przeciskanie się wąskim poboczem było takie sobie…


Jest wieża widokowa na którą prowadziło 274 morderczych schodków w lesie. Mrs Narzekalska pognała nimi na początku z ogromnym zapałem a później nieco mniejszym…  Na samym końcu czekała ją nagroda – o taka:


Marnie, prawda?

Zaś same widoki też nie rzucały na kolana:




Mrs Narzekalska spodziewała się jednak zapierających dech w piersiach widoków wąwozu a dostała widok na miasto z małym jeziorkiem w środku.

Przez zwykłą grzeczność Mrs Narzekalska powinna też pominąć milczeniem muzeum prehistorii. Fakt, że szkielet człowieka, który tutaj znaleziono nosił ślady praktyk kanibalistycznych (jednym słowem nasi przodkowie go zwyczajnie zjedli, podobnie jak zwierzaki, których kości znaleziono w jaskini) jest bardzo nośny medialnie, ale próba zrobienia z tego motywu przewodniego wystawy była bardzo słaba. Mrs Narzekalska nie ma pojęcia, jaka byłą myśl przewodnia ekspozycji (zresztą nie było tam chyba ani jednego oryginalnego eksponatu) ani czemu służyła ogromna czaszka z mięśniami, stanowiąca symbol wystawy i jednocześnie jej główną atrakcję.

Z racji pogody wycieczkę autokarem oraz spacer górą wąwozu trzeba było odpuścić, choć ten ostatni akurat mógłby być nawet ciekawy.

Czy Mrs Narzekalska jest zadowolona z wyprawy? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony obiecano bardzo dużo – i sporo rzeczy okazało się bublem. Z drugiej strony misja pokazania spadkobiercom prawdziwych jaskiń zakończyła się sukcesem.

Zaś w ramach ciekawostki należy dodać, że zrobiono badania genetyczne tego biednego obgryzionego (czy raczej obkrojonego) szkieletu oraz okolicznych mieszkańców i udało się ustalić, że potomkowie(w linii żeńskiej) człowieka z Cheddar żyją w okolicy do dzisiejszego dnia! Mrs Narzekalska myśli, że to musi być niesamowite - patrzeć na szczątki swojego dalekiego przodka w muzeum :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger