serce miasta ;)

serce miasta ;)

No cóż, moim zdaniem sercem Southampton jest jego największe centrum handlowe. O każdej prze dnia jest tam sporo ludzi. Restauracja IKEA ;) zawsze pełna. Obok znajduje się port i całkiem sporo turystów z przypływających wycieczkowców, swoją przygodę z miastem zaczyna własnie od sklepów. Z drugiej strony centrum jest dworzec kolejowy i autobusowy. Podróżni z walizkami to całkiem zwyczajny widok. Na zdjęciu jedno z wejść do West Quay.


Town Quay Park (Southampton)

Town Quay Park (Southampton)

Park który skwerem. Skwer który jest zachwycającą miniaturką angielskiej sztuki ogrodniczej. Town Quay Park wciśnięty między resztki murów obronnych i ocalałych zabytków zachwyca. Kilka rabat, które pokazują, ze nawet tak małe miejsce można zaaranżować tak, że chce się wracać. Mała perełka :)








I okoliczne zabytki (niestety większość to ruiny), które trzymają w ryzach ten skrawek zieleni ;)





Park to także miejsce pamięci....


Także tej żywej pamięci - tutaj drzewo posadzone w 2010 roku aby uczcić wszystkich, którzy stracili życie lub swoje domy, w czasie tragicznych nalotów niemieckich w 1940 roku.




Tak urocze miejsce ma swoich przyjaciół, którzy je pielęgnują. Istnieje stowarzyszenie przyjaciół Town Quay park, które dba o tą oazę zieleni, organizuje festyny, spotkania integracyjne, oraz pielęgnuje pamięć o historii tego skrawka Southampton. Aż chciałoby się gdzieś w pobliżu zamieszkać :)
zegar

zegar

Dziś w ramach odpoczynku od statków i jesieni, zegar na mikrostacji kolejowej.


Solent Sky Museum (Southampton)

Solent Sky Museum (Southampton)

Muzeum samolotów w Southampton nie jest jakoś szczególnie polecane w przewodnikach. Najprawdopodobniej, gdyby nie znajdowało się jakieś 5 minut drogi od mojego domu, nigdy bym do niego nie trafiła. Zaś teraz - po ponad roku od wizyty - wreszcie zmobilizowałam się do wklejenia zdjęć. Jak łatwo się domyśleć, nie dlatego, że do tej pory trwałam w zachwycie ;) Nie mogę jednak z czystym sercem zapewnić reszty świata, że jest beznadziejne. Było bowiem kilka rzeczy, które bardzo mi się spodobały.

Samo muzeum jest dość małe - to jeden ogromny hangar, gdzie upchnięto dość pokaźny zbiór samolotów. Upchnięto to dobre słowo - jest ich sporo i nie do wszystkich można podejść, by je zobaczyć. 






Największą atrakcją jest górujący nad innymi Sunderland Flying Boat - czyli samolot pasażerski lądujący na wodzie. Fakt duży jest ;)





Mnie jednak zachwyciły dwa inne eksponaty.

Pierwszy z nich to skafander kosmonauty. Jak się wczytałam w tabliczkę, to okazało się, że niestety nie był w kosmosie, ale jest jednym z zapasowych skafandrów. Nie mniej jednak jest prawdziwy i wygląda dokładnie jak te, które wyleciały ponad nasza atmosferą i spotkały się z czymś tak egzotycznym jak próżnia ;) Może nie brzmi to jakoś ekscytująco, ale jak często można sobie pomacać taki skafander? Przyznaję, że byłam zaskoczona taką jego "zwyczajnością" ;)


I samolot, przy którym chyba spędziłam jakieś pół godziny - De Havilland Sea Vixen (nie wiem czemu ta nazwa musi być tak kosmicznie długa) - myśliwiec przeznaczony do lądowania i startowania na lotniskowcu. Przyznaję, że fascynują mnie kompaktowe rozwiązania i pomysłowość ludzka, gdy do dyspozycji jest ograniczona przestrzeń. Zresztą takiego samolotu na lotnisku nie spotkam - stąd zachwyty ;)




Jednak prawdę mówiąc muzeum polecam tylko i wyłącznie wielbicielom samolotów :)
red funnel

red funnel

Dziś zdjęcia z przystani Red Funnel - promu jaki z Southampton kursuje na Isle of Wight. Wygląda on dokładne tak:


A tutaj widoki które mogą podziwiać pasażerowie ;)





I sama przystań:


Southampton Common

Southampton Common

Southampton Common - to największy miejski park w mieście. jest tak "common", że nie zrobiłam tam prawie wcale zdjęć :) Czyli kolejne miejcie w mieście, które mimo, że często odwiedzane - pozostanie raczej we wspomnieniach niż w dokumentacji fotograficznej :)

Sam park jest ogromny i idealny do rodzinnej rekreacji czy piknikowania. To 326 akrów (1.32 km2) alejek parkowych, tras rowerowych, przepięknego drzewostanu, fragmentów porośniętych buszem i krzakami, które stanowią ostoję dla licznie występującej małej fauny i kilku zbiorników wodnych. Teren jest ogromny, zagospodarowany i nawet gdy obywa się tam jakaś impreza masowa (np. koncert) wciąż zostaje sporo miejsca, gdzie można w spokoju i ciszy odpocząć. Jedyny minus to mała ilość miejsc parkingowych - a w słoneczny weekend potrafią się tam pojawić prawdziwe tłumy :) 

Alejki parkowe:



Plac zabaw. Obok niego płynie mały strumyczek (idealny aby w nim brodzić w kaloszach) a za strumyczkiem jest ogrodzony mini-mini  park wodny - otwierany dla dzieci w letnie miesiące.


Ogromny otwarty teren to miejsce koncertów i imprez plenerowych a także idealny wybieg dla psów (tutaj wszyscy po swoich pupilach sprzątają, a psy są bardzo dobrze ułożone) i miejsce do gier grupowych.


I na koniec łabędź w uroczym romantycznym stawie. Jest też na terenie parku fontanna rodem z jakiegoś formalnego ogrodu i ogromny ogrodzony siatką staw, gdzie żyje sobie dzikie ptactwo nie niepokojone przez ludzi i psy. Przy stawie jest jedynie małe ogrodzone miejsce, gdzie można przyjść i karmić kaczki. Jednym słowem - dla każdego coś dobrego :)


Park bezpośrednio przylega do starego cmentarza - który opisywałam w zeszłym roku.
wózki sklepowe a sprawa brytyjska ;)

wózki sklepowe a sprawa brytyjska ;)

Od 1 października 2015 roku Brytyjczycy musza płacić za torebki foliowe w sklepach. Era bezpłatnych jednorazówek na Wyspach się skończyła. Dziś, około 2 tygodni po tym pamiętnym wydarzeniu ;) świat zalała fala artykułów o pladze kradzieży wózków sklepowych. Dzisiejszy wpis sponsoruje więc moja mała obserwacja - kradzież wózka sklepowego na Wyspach nie jest niczym nowym :)

Mieszkałam ponad dwa lata na osiedlu, przy którym było sobie Tesco Express. I nie jeden raz widziałam, jak tubylcy jechali sobie do domu wózkiem wyładowanym po brzegi zakupami. Czy te wózki odwozili z powrotem? Szczerze wątpię. Choć przyznać muszę, że spora grupa korzystających z takiego "udogodnienia", to studenci z pobliskiego miasteczka akademickiego. Nie mam pojęcia, gdzie utylizowali zdobyte w ten sposób wózki (może jednak odwozili przy kolejnych zakupach ;) choć trochę ich na dnie kanału w czasie odpływu też można zobaczyć), ale pierwszego dnia lipca, gdy chyba całe miasteczko akademickie wyprowadzało się, po zakończeniu semestru letniego, niemal co druga osoba woziła rzeczy do samochodu właśnie wózkiem sklepowym. Porzucała go później pod wielkimi kontenerami na śmieci (wystawionymi specjalnie z okazji tego masowego exodusu), gdzie recyclingu dokonywał kolejny student, potrzebujący doraźnego środka transportu.

Te kontenery zresztą poza wózkami sklepowymi obstawione były dookoła wszelakimi naczyniami kuchennymi. Zastanawiałam się nawet, czy zabranie do domu patelni czy garnka nie jest uznawane za obciach ;)  Wszystkie dobre naczynia stawiano pod śmietnikami na zasadzie "może się komuś przyda". Zaś po wyjeździe studentów, dwaj panowie w uniformach firmy oczyszczania miasta, cała tą kuchenną drobnicę pracowicie załadowali do kontenera i wywieźli na wysypisko. Nikt się nie skusił na postudenckie dobra;)

Jedyne zdjęcie jakim mogę zilustrować wpis pochodzi z początków studenckiego exodusu. Kolejne fotografie niestety okazały się nieostre :( Jednak wózki są, dobra postudenckie są, śmietniki stoją :)


czerwony dywan

czerwony dywan

Leopard 3 to luksusowy jacht, który można sobie wyczarterować zarówno na rejs po Karaibach jak i aby wziąć udział w pełnomorskich regatach. Miałam okazję podziwiać go, jak cumował w marinie w Southampton i przyznaję nawet jako laik - piękny jest. Jednak coś innego przykuło moją uwagę - czerwony dywan dla gości. Żaglowiec kojarzy mi się ze wspólną pracą na pokładzie, solidnym stawianiem czoła potędze morza czy oceanu i starannym selekcjonowaniem tego, co się bierze na pokład, gdyż nie ma miejsca na niepotrzebne rzeczy. A tu jak widać, kiedy ktoś płaci tak ogromną sumę za czarter, to chce się poczuć jak gwiazda filmowa :)



Niestety nie uchwyciłam na zdjęciach dywanu wraz z żaglowcem - ale proszę mi wierzyć na słowo - tak wyglądało wejście na Leopard 3 :)



Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger