Kanut Wielki i fale

Dawno, dawno temu (a dokładnie na przełomie tysiącleci), za górami, za lasami, za morzami (czyli czasem w Anglii, czasem w Danii, czasem w Norwegii, a momentami i w Szwecji) żył sobie król Kanut Wielki. Waleczny był i wytrwały  - zbudował tzw. Imperium Morza Północnego, a jego dwudziestoletnie rządy były dla Anglii czasem spokoju i stabilizacji gospodarczej. Mądrości swojej dowiódł zaś, utrzymując dobre stosunki z Kościołem - który trzymając pieczę nad spisywaniem historii, zostawił potomnym wizerunek dobrego i potężnego władcy. 

Dziś Kanut Wielki wspominany jest głównie przy okazji najprawdopodobniej  fikcyjnej historii, kiedy to władca znużony pochlebstwami dworzan, sugerujących, że jego potęga jest tak wielka, iż może nawet żywiołom rozkazywać, kazał ustawić tron na brzegu morza i rozkazał falom, aby się rozstąpiły. Fale króla nie posłuchały (Ciekawe czemu Kanut nie wybrał pory odpływu? Miałby na koncie cud i powód przynajmniej do beatyfikacji ;) ), władca więc wyjaśnił wszystkim, że jego moc jest ograniczona i wskazał na Boga, jako jedynego prawdziwego władcę. Następnie zdjął koronę i zawiesił na krucyfiksie, uznając, ze jest niegodny aby ją nosić. Według legendy miał jej już nigdy więcej nie założyć.

I choć historycy zgadzają się, że opisane wyżej wydarzenie nie miało miejsca, to jednak w Southampton możemy zobaczyć taką oto tabliczkę:



Biorąc zaś pod uwagę, że jego matką najprawdopodobniej byłą córka władcy Polski Mieszka I i Dobrawy, a w podboju Anglii być może wspierał go oddziałami wojskowymi Bolesław Chrobry - możemy tę tablicę uznać, za pierwszy polski akcent w Southampton ;) Skoro Polacy stanowią tam 10% mieszkańców, od czegoś musiało się zacząć ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger