Dziwnów w zimowej odsłonie - Boże Narodzenie 2016

Dziwnów w zimowej odsłonie - Boże Narodzenie 2016

Jeśli zima chce zaskoczyć tubylców z Pomorza Zachodniego, powinna w Boże Narodzenie sypnąć śniegiem. Porządnie, z przytupem – szok gwarantowany przynajmniej na jedno pokolenie. Białą gwiazdkę pamiętają bowiem jedynie najstarsi rybacy, a młodzież żyje w przekonaniu, że śnieg bywa w górach i czasami na Wielkanoc ;) 


Mercat de la Boqueria  (Barcelona)

Mercat de la Boqueria (Barcelona)

Jedzenie na mnie patrzy! I to patrzy z wyrzutem! – Mrs Foch jęknęła ze zgrozą.  Leżące na straganach owoce morza były bowiem bardzo świeże. Tak świeże, że ruszały szczypcami, przebierały nogami i z wyrzutem patrzyły na otaczającą ich gromadę wszystkożerców. 
I tak oto złudzenia w zakresie humanitarnego traktowania skorupiaków, przed wrzuceniem ich do gara, roztrzaskały się na drobny mak. 
Witajcie zatem na targowisku Mercat de la Boqueria w Barcelonie!

Jarmark Bożonarodzeniowy w Szczecinie 2016

Jarmark Bożonarodzeniowy w Szczecinie 2016

Jarmark bożonarodzeniowy to atrakcja którą należy oglądać wieczorem. Migoczące światła, zapach grzanego wina, dźwięki kolęd i ten nieuchwytny, świąteczny nastrój . Niestety – jak się komuś zachciało dzieci, to wpada na imprezę w okolicy dziesiątej rano, uruchamia wyobraźnię „jakby było, gdyby wszystko się świeciło” i troluje znajomych, że wcale, ale to wcale nie było kolejek ;)


Pierwszy Jarmark Bożonarodzeniowy w Szczecinie zobaczony.  
Museu Marítim de Barcelona

Museu Marítim de Barcelona

Jeśli jakiś szalony umysł kiedykolwiek zorganizuje kongres, dotyczący stanów skupienia materii, to Mrs Foch bez wątpienia zapisze się do kółka miłośników fazy płynnej. Każdy przecież przyzna, ze faza + płyny brzmi dobrze ;) I to jest właśnie ten moment, kiedy wszyscy się ucieszyli, że wreszcie będzie jakiś przegląd hiszpańskich win - a tu za progiem czyha rozczarowanie ;)
Mrs Foch uwielbia bowiem wodę. Im więcej tym lepiej. I jeśli dotrze gdzieś, gdzie  jest muzeum morskie – to  bezwzględnie musi je zobaczyć. Dlatego dziś relacja z Museu Marítim de Barcelona. 

Muzeum Morskie w Barcelonie
L’Aquarium de Barcelona

L’Aquarium de Barcelona

Podglądanie cudzego życia, to dość wstydliwa, ale lubiana rozrywka. Incognito, zza ciemnych okularów,odgrodzeni ekranem telefonu - podglądamy, oceniamy, komentujemy ;)  Mrs Foch lubi być wyjątkowa, więc w życiu się do takich ciągot nie przyzna. A robi tak jak wszyscy – podgląda. W dodatku nie jest rasistką. Ludzie, rośliny, zwierzaki – wszystko jest warte podpatrzenia i pstryknięcia foty. Zerknięcie zaś pod taflę wody, to jedna z rzeczy, które Mrs Foch uwielbia. Ta miłość jest ogromna. Mrs Foch najchętniej rzuciłaby wszystko, aby rozpocząć karierę jako rudowłosa, ponęta syrena, a powstrzymuje ją jedynie problem z porządnym nauczeniem się pływać.


Z uczuciami się jednak nie dyskutuje – westchnęła nasza blogerka – stojąc bladym świtem pod kasą L’Aquarium de Barcelona. 

oceanarium w Barcelonie

Łódź czerwcowo – spacerowo

Łódź czerwcowo – spacerowo

Łódź - miasto rowerów


Mrs Foch, na samą myśl o byciu spontanicznym, dostaje gęsiej skórki. Dokładnie przygotowany plan zwiedzania, rozpoznana komunikacja i papierowa mapa w torebce „na wszelki wypadek”- to żelazne punkty prawie każdego wyjazdu. Nie można ryzykować, że przeoczy się najlepsze miejsca do selfie, najmodniejsze knajpy (nie mylić z najsmaczniejszymi) czy punkty, w których człowiek po prostu musi się obfotografować, aby uwiarygodnić swój wyjazd. Jednak bądźmy szczerzy – przygotowywać się do wycieczki do Łodzi??? 

Tak, tej Łodzi. Gdzieś między Radomiem a Warszawą. Tej, gdzie nic nie ma, bo fabryki spłonęły jak dobrze wiemy z „Ziemi Obiecanej”, a resztki tego co zostało, wykończył wolny rynek po upadku komunizmu. 

Mrs Foch postanowiła jechać w ciemno – skazana jedynie na gogle maps, intuicję oraz wiedzę wyniesioną z blogów szafiarskich, która jasno wskazywała, że jedyne co się w Łodzi liczy, to tajemnicza Manufaktura.
łódzkie cmentarze

łódzkie cmentarze

łódzkie cmentarze


Deszczowy i ponury poranek od pierwszego wejrzenia rozwiał nadzieje Mrs Foch na dzisiejszy spacer.  Listopad z przytupem postanowił przypomnieć, dlaczego jest jednym z najmniej lubianych miesięcy w roku. Deszczowe i błotne Wszystkich Świętych 2016 pozostanie wiec niesfotografowane i nigdy nie zaistnieje w czeluściach internetów. Samo sobie winne!
dzień chłopaka

dzień chłopaka

Świętowanie dnia chłopaka jest bardzo skomplikowane. Żeńskiej części populacji można kupić jakiegoś badylka (dla tych na diecie) lub czekolado-coś-tam (dla reszty) i sprawa świętowania 8 marca załatwiona. Za to z tym 30 września same kłopoty. Oczywiście można kupić coś słodkiego, ale wówczas wypada poprosić o pozwolenie, kiedy człowiek później chce się poczęstować i sprawdzić, czy aby dobre i da rade to zjeść. Beznadzieja. 

Słodycze jednak lepiej kupować bez okazji. Powinny być też bezpańskie, aby w momencie nagłego i niewytłumaczalnego zniknięcia, nikt nie czuł się zobowiązany do poszukiwań. 
Inny stały pomysł to alkohol ale bądźmy szczerzy - budżet na świętowanie dnia chłopaka nie jest zbyt wielki i starczy co najwyżej na Jacka Danielsa w puszce, a ten podobno paskudny.

Kiedy więc Mrs Foch dumała nieszczęśliwa, jak to w tym roku mężczyznę życia zaskoczyć, matka natura postanowiła ją wyręczyć. Powiało na Wolinie.


Zoo w Eberswalde (Niemcy)

Zoo w Eberswalde (Niemcy)

Czy małe ogrody zoologiczne mogą być fajne? 
Mrs Foch zawsze uważała, że to pomyłka. Płacić bilet za zobaczenie kilku pospolitych zwierzaków? Trzy kroki w jedną stronę, dwa w drugą i koniec zoo? Jednak, od kiedy matka natura obdarowała autorkę bloga potomstwem, małe ogrody zoologiczne zyskały znacznie na atrakcyjności. 

Dziecko zobaczy bowiem zwierzaki, nie zmęczy się pokonując kilometrowe trasy i wyszaleje na placu zabaw, na który spokojnie znajdzie się czas. Rodzic zaś co prawda wynudzi się śmiertelnie, ale za to zapisze mu się plus zabranie potomstwa na rewelacyjną wycieczkę. Mało tego – edukacyjną wycieczkę – bowiem można zobaczyć, że małpki mają ogon i niekoniecznie pełni on funkcję dekoracyjną (a także, ze niektóre ogona nie mają i też żyją), że lwy nie pożerają wszystkich jednym groźnym spojrzeniem i nie wyglądają aż tak imponująco, jak na kreskówkach, że żyrafa jest duża i ma długą szyję… itd. 

Dlatego dziś Mrs Foch z dumą prezentuje plon wycieczki do Zoo w Eberswalde. 

Ten niemiecki, mały ogród zoologiczny ma wszystko co potrzeba. Trochę zwierzaków, dużo placów zabaw, wózki do wożenia najmłodszych i sporo punktów gastronomiczno-piknikowych. Najciekawszy jest chyba wybieg pingwinów. Na zdjęciu tego nie widać – ale jest tam szklana ściana przez którą można obserwować, to co się dzieje pod wodą. Czyli głownie chlapiące pingwinie łapki, ale czasem zdarzy się, że któryś ze zwierzaków litościwie zanurkuje ;)

wspomnienie kwietnia

wspomnienie kwietnia

Mrs Foch uwielbia robić zdjęcia. Najchętniej przyrody - może wtedy długo stać i dumać nad kompozycją. Drzewo nie odejdzie, bluszcz nie weźmie nóg za pas, kwiaty się przegrupują na z góry upatrzone pozycje. Jednak resztki zdrowego rozsądku i minimalny kontakt z rzeczywistością podpowiadają, że zdjęcia roślin zbyt wielu fanów nie mają ;) Dlatego powstał nowy blog - do szwendania się po parkach i ogrodach.Wszystkich tych, których zdjęcie jednego badyla pod pięcioma różnymi kątami wprawia w ekstazę, Mrs Foch serdecznie zaprasza na stronę www.ogrodowetuitam.pl
Na początek - kwietniowy Wrocław


portowe klimaty (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

portowe klimaty (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

Na wolińskich igrzyskach  (Festiwal Słowian i Wikingówatrakcji była masa. Jednak życie ma swoje reguły - należy przyjść wcześnie, zająć dobre miejsce, wynudzić się jak eksponat w muzeum aby na koniec, zaznać odrobiny rozrywki. Mrs Foch ma alergię na nudę, więc rzadko łakomi się na podobne aktywności. Tym razem - trochę z przypadku odstała swoje przy barierce.

Atrakcją były łodzie, pomost i okładanie się kijami. Prawdopodobnie miało to jakąś swoją piękną, średniowieczną nazwę, ale jej brzmienie utonęło w zgiełku  jaki robili dwudziestopierwszowieczni kibice. 

Na początku było długie czekanie.

żebraczym okiem (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

żebraczym okiem (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

Bywa, ze człowiek szwenda się, ogląda, robi zdjęcia w różnych dziwnych miejscach i nagle ze zgrozą stwierdza, że czas na lunch! Jak wiadomo, odrobina węglowodanów nikomu jeszcze nie zaszkodziła,  a czasem potrafi nawet uratować życie. Mrs Foch bardzo dba o swoje życie, więc nawet pośród gromady groźnych średniowiecznych wojów, w czasie Festiwalu Słowian i Wikingów, z nastaniem południa zaczęła się rozglądać za miejscem na piknik.

Ciężko było. 

Co prawda miejscówek  w błocie, kurzu i trawie nie brakowało, ale odtwórstwo historyczne, spierane z własnych spodni, aż tak bardzo autorki bloga nie fascynuje. Po wytrwałych poszukiwaniach, udało się znaleźć przy jednym z domów rachityczną ławkę. Wystawała ciut nad poziom gruntu, pozwalała usunąć się przechodniom z drogi, a słomiany dach zapewniał odrobinę cienia. Idealne miejsce dla takiego średniowiecznego żebraka. Z tą odkrywczą myślą Mrs Foch sobie usiadła, na ulicy postawiła miseczkę i zmrużywszy oczy wyobraziła sobie, że czas cofnął się o jakieś tysiąc lat…

wrześniowe plażowanie

wrześniowe plażowanie

Piękny mamy wrzesień w tym roku. Zupełnie jak w trzydziestym dziewiątym - westchnęła Mrs Foch pakująca od godziny familię na plażę. 


Było bardzo miło - wiatr, słońce i ludzkość na wymarciu ;)
XXII Festiwal Słowian i Wikingów 2016

XXII Festiwal Słowian i Wikingów 2016

Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie to impreza, którą warto zobaczyć. Mrs Foch była na nim dawno, dawno temu i wciąż obiecywała sobie, że kiedyś wróci. Choć prawdę mówiąc rok rocznie wizja walki o skrawek miejsca parkingowego, przeciskania się przez tłumy turystów i kolejek do toi-toja skutecznie studziły zapał. Lecz pojawił się pretekst – własna dziatwa już trochę od ziemi odrosła i warto w niej zaszczepić pasje do szwendania się w różnych, dziwnych miejscach.  Więc padło na Wolin – który w dniach festiwalu z całą pewnością nie jest zwyczajny :)

W niedzielny poranek po  niezbyt dobrowolnej pobudce skoro świt - dziatwa wciąż jeszcze nie odróżnia świętego dnia weekendowego, od zwykłego roboczego – Mrs Foch ruszyła w drogę. Festiwal trwał już od piątku. Pierwsze dwa dni lało, więc spodziewać się można było bajora błota, hordy turystów i braku zaspokojenia podstawowych potrzeb, takich jak miła, pustawa i zaciszna kawiarnia, z widokiem na zalew.

Nie było jednak aż tak źle. Po wtarabanieniu się w pierwsze napotkane wolne (wczesne wstawanie ma jednak plusy ;) ) podwórko z krzywym napisem parking i upewnieniu się u gospodyni, że można tu porzucić auto okazało się, że rachityczne chałupy z kawałkiem palisady, przez te wszystkie lata zamieniły się w mały gród, z ogromnym targiem, przystanią i lasem namiotów. Festiwal robi niesamowite wrażenie!


wrześniowy Bałtyk

wrześniowy Bałtyk

Mała migawka z weekendowego wypadu na plażę. Wisząca brzoza stała się brzozą upadłą. Słońce, brak wiatru i ciepła woda, nagrzana przez dwa wakacyjne miesiące sprawiły, że Mrs Foch pomimo szczerych chęci, nie znalazła nic, na co mogłaby narzekać :D


spacerowy pożytek

spacerowy pożytek

Mrs Foch bardzo lubi jesień. Po pierwsze, nikt się nie dziwi kiedy człowiek narzeka. Po drugie - spacery mają sens. O właśnie taki :)


Prawda, ze uroczy? 
Nagle niewinne chodzenie po lesie stało się sportem pełnym napięcia i emocji. A choć zbiory były mizerne, to już kilka sztuk takiego znaleziska, pozwala zaliczyć zarówno spacer jak i jutrzejsze śniadanie do bardzo udanych. 

wielkanocne wspomnienie

wielkanocne wspomnienie

Czy etycznie jest, pod koniec lata pokazywać to, co się robiło w marcu? W ramach archeologi twardego dysku, Mrs Foch wygrzebała zdjęcia z tegorocznej Wielkanocy. A dokładnie z drugiego dnia Świąt, zwanego radośnie Lanym Poniedziałkiem. 

Mrs Foch uważa, że nie ma absolutnie żadnych powodów do radości - nie po to się człowiek stroi, jak stróż w Boże Ciało, aby za chwilę ktoś go oblał wiadrem wody. Dlatego dobrym pomysłem jest ewakuacja z miasta, gdzie krążą hordy wodolejnych złoczyńców obojga płci i znalezienie sobie spokojnego miejsca, aby przeczekać ten trudny okres. 

Mrs Foch jeśli tylko może, to jedzie nad morze :) A dokładnie na plażę w okolicach Wolińskiego parku Narodowego.


wsi spokojna, wsi wesoła

wsi spokojna, wsi wesoła

To jest teaser. Po naszemu zapowiedź, ale Mrs Foch czasem lubi użyć takiego angielsko brzmiącego słówka. Wypowiedź robi się wtedy bardziej światowa a i sam autor jakby ważniejszy. ;) Grzejąc się więc w ciepełku tej ważności, Mrs Foch chciała zapowiedzieć post o wiosce. Nie byle jakiej, bo wolińskiej. Choć z brzegów Dźwiny wygląda to coś, jak zwykła biedna wiocha:


Takie tam chaty kryte strzechą, trzciny i pełno zielska. Ale to niezwykła wioska. Tam całe stada szaleńców przybywają, aby bawić się w mniej lub bardziej średniowiecznych wojowników, mieszkać w namiotach, gotować nad ogniskiem, łazić boso w błocie i tłoczyć się przed kilkoma marnymi toj- tojkami. I warto to wszystko zobaczyć :D

Dlatego własnie Mrs Foch zapowiada relację. Zapowiada głownie sobie, aby się zmobilizować i opisać wreszcie zdjęcia z Festiwalu  Słowian i Wikingów, na którym była prawie miesiąc temu. Może taki teaser, patrzący z pierwszej strony bloga, wreszcie ją zmobilizuje, aby porzuciła uprawianie starożytnej sztuki lenistwa i zajęła się czymś odrobinę produktywnym. :D
kitesurfing na Wolinie

kitesurfing na Wolinie

Jeśli nie kochasz puszczania latawców, pod zadnym pozorem nie jedź na spot kitesurfingowy! Umrzesz z nudów! 

Bądźmy bowiem szczerzy, czy takie zarośla mogą zachwycić?


żółw

żółw

Za każdym razem, gdy Mrs Foch  zobaczy zaprzyjaźnionego żółwia, nie może się powstrzymać, by nie zrobić zdjęcia. To pewnie instynkt pierwotnego myśliwego, który właśnie po wielogodzinnym tropieniu dostrzegł zdobycz i zamierza ja upolować. Autorka bloga widzi słabo i w związku z tym rzadko czegokolwiek wypatruje. Jednak przedwieczne instynkty posiada ;) I tak jak łowca wraca zmęczony do jaskini wlokąc swoją zdobycz, tak Mrs Foch szczęśliwa, pokazuje dziś światu upolowaną zwierzynę :D 



rzepakowe cudowności

rzepakowe cudowności

Cudzym się zachwycamy (w tym przypadku francuskimi polami lawendy), a swojego nie doceniamy. Rzepak i jego żółte łany rzucają na kolana. To właśnie polski kolor lata :)




Lego w Szczecinie

Lego w Szczecinie

Wystawa z marca – zaległa okrutnie.  Czasem człowiek chce być dobrym rodzicem i zapewnić spadkobiercom rozrywkę. Wystawa Lego podróżująca po Polsce jest pomysłem jak każdy inny, ale nie należy oczekiwać cudów ;) Mrs Foch już oczami wyobraźni widziała kolejkę do kasy, tłumy w środku i kilka marnych klocków udających wystawę. I  się nie zawiodła ;) 

Pół godziny po otwarciu już musieliśmy odczekać 10 min przed wejściem, a w środku był tłum. Odnośnie ilości klocków – były.  Bez szaleństw, ale… No waśnie – jak ktoś raz w roku zabiera dzieci do dowolnego Legolandu, to niech się na taką wystawę nawet nie wybiera. Dla małych dzieci, które takie atrakcje zwykle omijają wszystko było niezmiernie ciekawe ;)

Rzecz jasna skutkiem ubocznym było ogromne zainteresowanie się katalogiem klocków i planowanie kolejnych zakupów – takie rzeczy należy zawsze wliczyć w koszty ;)


alpejskie szaleństwa

alpejskie szaleństwa

Zdarza się, że ludzie miewają dzieci. Zdarza się też, że ludzie przejmują się rolą rodziców i zgodnie z hasłem „podróże kształcą” wloką swoich spadkobierców przez pół Europy, aby pokazać im zimę, stoki, narty i całe to śnieżne szaleństwo. Zdarza się, ze zima złośliwie odmawia wykonywania swoich obowiązków – nawet mrozu pożałuje, więc armatki śnieżne zdechle patrzą na łyse stoki, a niedoszli narciarzo-snołbordziści równie zdechle przyglądają się, czemu nic nie śnieży i nie można jeździć.  

Trzeba być dzielnym i pokazać znudzonemu potomstwu, że prawdziwej pasji nie powstrzyma byle brak śniegu ;)



Zdjęcia to ponure wspomnienie Alp w okolicach Sylwestra 2015/2016.
Tak normalnie to bardzo uczęszczany stok z działającymi orczykami oraz wyciągiem ;)
aleja zakochanych

aleja zakochanych

To jest aleja na miarę naszych możliwości ;) 
Mrs Foch zgadza się, że Zachodnipomorskie jest urokliwe, ale czasem jest to urok taki bardzo swojski :P


Polska, Strumiany
aleja zakochanych - Mrs Foch nie żartuje -  tak to nazwano :D
place zabaw - New Forest Wildlife Park

place zabaw - New Forest Wildlife Park

Dziś zdjęcia tego, co dzieci kochają najbardziej - place zabaw. W New Forest Wildlife Park są dwa - dla maluchów do 6 lat i dla starszych. Oba rewelacyjne, z miejscami piknikowymi przy stolikach. Prawdę mówiąc bilety roczne wykupiliśmy właśnie dla tych placów zabaw ;) Dzięki nim park jest idealnym miejscem na weekendowy wypad. Dzieci mają się gdzie pobawić, jest jak zjeść a w ramach urozmaicenia można popatrzeć na zwierzęta.








Red-Necked Wallaby - kangur rdzawoszyi w UK

Red-Necked Wallaby - kangur rdzawoszyi w UK

Pierwszym moim odruchem było zdziwienie - kangury w zoo, które pokazuje faunę Wielkiej Brytanii ??? Później wyczytałam, że to nie kangury, tylko jakieś tam walabie (gatunek torbacza z kangurowatych, ale fakt - nie kangur sam, we własnej osobie). A na końcu dotarła do mnie informacja, że to rzeczywiście jest fauna wysp. Dawniej - dużej wyspy zwanej Australią ;) Jednak w XIX wieku były masowo sprowadzane z kolonii  do prywatnych ogrodów zoologicznych na Wsypach Brytyjskich. Zbiegłe lub wypuszczone na wolność, zaadaptowały się do angielskich warunków i  żyją sobie, jako część rodzimej przyrody. 

Przyznaję - tego się nie spodziewałam. Co prawda niezwykle surowe zimy, zdarzające się raz na jakiś czas, stawiają gatunek na krawędzi wyginięcia (ostatnia w latach 1962/1963), ale brytyjskie kangury podnoszą się z zapaści i odbudowują zdziesiątkowane stada. Ich obecność w New Forest Wildlife Park jest więc o dziwo całkowicie uzasadniona...









zwierzęta w New Forest Wildlife Park

zwierzęta w New Forest Wildlife Park

New Forest Wildlife Park to nie tylko stado saren wspomniane w poprzednim poście. Ambicją parku jest pokazanie całej fauny żyjącej w angielskich lasach. 

Znajdziemy tam pokaźne stadko słodkich azjatyckich wydr, które są ciągle głodne i stale myszkują, w poszukiwaniu pożywienia.



Wydry europejskie - nieco większe trzymane są pojedynczo lub  parami. W porze karmienia dostają ryby schowane w kolorowych piłkach - zwierzęta musza się nieźle namęczyć aby się dostać do pokarmu, a widzowie mają bardzo ciekawe show.



Jest sporo ptaków drapieżnych - szczególnie różnych gatunków sów. Trzymane w klatkach stanowią jednak raczej smutny widok.


Za to klatki i wybiegi - w dużej części zbudowane z drewna - same w sobie stanowią dość malowniczy widok.




Stado jeleni nie cieszy się taką swobodą jak sarny. Dostępu do nich bronią druty pod napięciem.



Razem z nimi na wybiegu pasą się żubry.


Są też duże drapieżniki, takie jak ryś,


czy wilki.




Więcej zdjęć z wybiegu wilków można zobaczyć w jednym z poprzednich postów o jakże oryginalnym tytule: "wilki" ;)

Są też zwierzęta nieoczywiste: 

małe myszki


żaby



czy leśne owady.


Do tej masy zwierząt zamieszkujących ten ogród zoologiczny (na zdjęciach ujęłam jedynie niewielką część tutejszych mieszkańców), zupełnie nie pasuje pawilon egzotycznych motyli. Szczególnie, że pokazywane tam owady nie rzucają na kolana ;) Jednak są i można je zobaczyć:)




Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger