kitesurfing na Wolinie

kitesurfing na Wolinie

Jeśli nie kochasz puszczania latawców, pod zadnym pozorem nie jedź na spot kitesurfingowy! Umrzesz z nudów! 

Bądźmy bowiem szczerzy, czy takie zarośla mogą zachwycić?


żółw

żółw

Za każdym razem, gdy Mrs Foch  zobaczy zaprzyjaźnionego żółwia, nie może się powstrzymać, by nie zrobić zdjęcia. To pewnie instynkt pierwotnego myśliwego, który właśnie po wielogodzinnym tropieniu dostrzegł zdobycz i zamierza ja upolować. Autorka bloga widzi słabo i w związku z tym rzadko czegokolwiek wypatruje. Jednak przedwieczne instynkty posiada ;) I tak jak łowca wraca zmęczony do jaskini wlokąc swoją zdobycz, tak Mrs Foch szczęśliwa, pokazuje dziś światu upolowaną zwierzynę :D 



rzepakowe cudowności

rzepakowe cudowności

Cudzym się zachwycamy (w tym przypadku francuskimi polami lawendy), a swojego nie doceniamy. Rzepak i jego żółte łany rzucają na kolana. To właśnie polski kolor lata :)




Lego w Szczecinie

Lego w Szczecinie

Wystawa z marca – zaległa okrutnie.  Czasem człowiek chce być dobrym rodzicem i zapewnić spadkobiercom rozrywkę. Wystawa Lego podróżująca po Polsce jest pomysłem jak każdy inny, ale nie należy oczekiwać cudów ;) Mrs Foch już oczami wyobraźni widziała kolejkę do kasy, tłumy w środku i kilka marnych klocków udających wystawę. I  się nie zawiodła ;) 

Pół godziny po otwarciu już musieliśmy odczekać 10 min przed wejściem, a w środku był tłum. Odnośnie ilości klocków – były.  Bez szaleństw, ale… No waśnie – jak ktoś raz w roku zabiera dzieci do dowolnego Legolandu, to niech się na taką wystawę nawet nie wybiera. Dla małych dzieci, które takie atrakcje zwykle omijają wszystko było niezmiernie ciekawe ;)

Rzecz jasna skutkiem ubocznym było ogromne zainteresowanie się katalogiem klocków i planowanie kolejnych zakupów – takie rzeczy należy zawsze wliczyć w koszty ;)


alpejskie szaleństwa

alpejskie szaleństwa

Zdarza się, że ludzie miewają dzieci. Zdarza się też, że ludzie przejmują się rolą rodziców i zgodnie z hasłem „podróże kształcą” wloką swoich spadkobierców przez pół Europy, aby pokazać im zimę, stoki, narty i całe to śnieżne szaleństwo. Zdarza się, ze zima złośliwie odmawia wykonywania swoich obowiązków – nawet mrozu pożałuje, więc armatki śnieżne zdechle patrzą na łyse stoki, a niedoszli narciarzo-snołbordziści równie zdechle przyglądają się, czemu nic nie śnieży i nie można jeździć.  

Trzeba być dzielnym i pokazać znudzonemu potomstwu, że prawdziwej pasji nie powstrzyma byle brak śniegu ;)



Zdjęcia to ponure wspomnienie Alp w okolicach Sylwestra 2015/2016.
Tak normalnie to bardzo uczęszczany stok z działającymi orczykami oraz wyciągiem ;)
Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger