dzień chłopaka

dzień chłopaka

Świętowanie dnia chłopaka jest bardzo skomplikowane. Żeńskiej części populacji można kupić jakiegoś badylka (dla tych na diecie) lub czekolado-coś-tam (dla reszty) i sprawa świętowania 8 marca załatwiona. Za to z tym 30 września same kłopoty. Oczywiście można kupić coś słodkiego, ale wówczas wypada poprosić o pozwolenie, kiedy człowiek później chce się poczęstować i sprawdzić, czy aby dobre i da rade to zjeść. Beznadzieja. 

Słodycze jednak lepiej kupować bez okazji. Powinny być też bezpańskie, aby w momencie nagłego i niewytłumaczalnego zniknięcia, nikt nie czuł się zobowiązany do poszukiwań. 
Inny stały pomysł to alkohol ale bądźmy szczerzy - budżet na świętowanie dnia chłopaka nie jest zbyt wielki i starczy co najwyżej na Jacka Danielsa w puszce, a ten podobno paskudny.

Kiedy więc Mrs Foch dumała nieszczęśliwa, jak to w tym roku mężczyznę życia zaskoczyć, matka natura postanowiła ją wyręczyć. Powiało na Wolinie.


Zoo w Eberswalde (Niemcy)

Zoo w Eberswalde (Niemcy)

Czy małe ogrody zoologiczne mogą być fajne? 
Mrs Foch zawsze uważała, że to pomyłka. Płacić bilet za zobaczenie kilku pospolitych zwierzaków? Trzy kroki w jedną stronę, dwa w drugą i koniec zoo? Jednak, od kiedy matka natura obdarowała autorkę bloga potomstwem, małe ogrody zoologiczne zyskały znacznie na atrakcyjności. 

Dziecko zobaczy bowiem zwierzaki, nie zmęczy się pokonując kilometrowe trasy i wyszaleje na placu zabaw, na który spokojnie znajdzie się czas. Rodzic zaś co prawda wynudzi się śmiertelnie, ale za to zapisze mu się plus zabranie potomstwa na rewelacyjną wycieczkę. Mało tego – edukacyjną wycieczkę – bowiem można zobaczyć, że małpki mają ogon i niekoniecznie pełni on funkcję dekoracyjną (a także, ze niektóre ogona nie mają i też żyją), że lwy nie pożerają wszystkich jednym groźnym spojrzeniem i nie wyglądają aż tak imponująco, jak na kreskówkach, że żyrafa jest duża i ma długą szyję… itd. 

Dlatego dziś Mrs Foch z dumą prezentuje plon wycieczki do Zoo w Eberswalde. 

Ten niemiecki, mały ogród zoologiczny ma wszystko co potrzeba. Trochę zwierzaków, dużo placów zabaw, wózki do wożenia najmłodszych i sporo punktów gastronomiczno-piknikowych. Najciekawszy jest chyba wybieg pingwinów. Na zdjęciu tego nie widać – ale jest tam szklana ściana przez którą można obserwować, to co się dzieje pod wodą. Czyli głownie chlapiące pingwinie łapki, ale czasem zdarzy się, że któryś ze zwierzaków litościwie zanurkuje ;)

wspomnienie kwietnia

wspomnienie kwietnia

Mrs Foch uwielbia robić zdjęcia. Najchętniej przyrody - może wtedy długo stać i dumać nad kompozycją. Drzewo nie odejdzie, bluszcz nie weźmie nóg za pas, kwiaty się przegrupują na z góry upatrzone pozycje. Jednak resztki zdrowego rozsądku i minimalny kontakt z rzeczywistością podpowiadają, że zdjęcia roślin zbyt wielu fanów nie mają ;) Dlatego powstał nowy blog - do szwendania się po parkach i ogrodach.Wszystkich tych, których zdjęcie jednego badyla pod pięcioma różnymi kątami wprawia w ekstazę, Mrs Foch serdecznie zaprasza na stronę www.ogrodowetuitam.pl
Na początek - kwietniowy Wrocław


portowe klimaty (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

portowe klimaty (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

Na wolińskich igrzyskach  (Festiwal Słowian i Wikingówatrakcji była masa. Jednak życie ma swoje reguły - należy przyjść wcześnie, zająć dobre miejsce, wynudzić się jak eksponat w muzeum aby na koniec, zaznać odrobiny rozrywki. Mrs Foch ma alergię na nudę, więc rzadko łakomi się na podobne aktywności. Tym razem - trochę z przypadku odstała swoje przy barierce.

Atrakcją były łodzie, pomost i okładanie się kijami. Prawdopodobnie miało to jakąś swoją piękną, średniowieczną nazwę, ale jej brzmienie utonęło w zgiełku  jaki robili dwudziestopierwszowieczni kibice. 

Na początku było długie czekanie.

żebraczym okiem (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

żebraczym okiem (Festiwal Słowian i Wikingów 2016)

Bywa, ze człowiek szwenda się, ogląda, robi zdjęcia w różnych dziwnych miejscach i nagle ze zgrozą stwierdza, że czas na lunch! Jak wiadomo, odrobina węglowodanów nikomu jeszcze nie zaszkodziła,  a czasem potrafi nawet uratować życie. Mrs Foch bardzo dba o swoje życie, więc nawet pośród gromady groźnych średniowiecznych wojów, w czasie Festiwalu Słowian i Wikingów, z nastaniem południa zaczęła się rozglądać za miejscem na piknik.

Ciężko było. 

Co prawda miejscówek  w błocie, kurzu i trawie nie brakowało, ale odtwórstwo historyczne, spierane z własnych spodni, aż tak bardzo autorki bloga nie fascynuje. Po wytrwałych poszukiwaniach, udało się znaleźć przy jednym z domów rachityczną ławkę. Wystawała ciut nad poziom gruntu, pozwalała usunąć się przechodniom z drogi, a słomiany dach zapewniał odrobinę cienia. Idealne miejsce dla takiego średniowiecznego żebraka. Z tą odkrywczą myślą Mrs Foch sobie usiadła, na ulicy postawiła miseczkę i zmrużywszy oczy wyobraziła sobie, że czas cofnął się o jakieś tysiąc lat…

wrześniowe plażowanie

wrześniowe plażowanie

Piękny mamy wrzesień w tym roku. Zupełnie jak w trzydziestym dziewiątym - westchnęła Mrs Foch pakująca od godziny familię na plażę. 


Było bardzo miło - wiatr, słońce i ludzkość na wymarciu ;)
XXII Festiwal Słowian i Wikingów 2016

XXII Festiwal Słowian i Wikingów 2016

Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie to impreza, którą warto zobaczyć. Mrs Foch była na nim dawno, dawno temu i wciąż obiecywała sobie, że kiedyś wróci. Choć prawdę mówiąc rok rocznie wizja walki o skrawek miejsca parkingowego, przeciskania się przez tłumy turystów i kolejek do toi-toja skutecznie studziły zapał. Lecz pojawił się pretekst – własna dziatwa już trochę od ziemi odrosła i warto w niej zaszczepić pasje do szwendania się w różnych, dziwnych miejscach.  Więc padło na Wolin – który w dniach festiwalu z całą pewnością nie jest zwyczajny :)

W niedzielny poranek po  niezbyt dobrowolnej pobudce skoro świt - dziatwa wciąż jeszcze nie odróżnia świętego dnia weekendowego, od zwykłego roboczego – Mrs Foch ruszyła w drogę. Festiwal trwał już od piątku. Pierwsze dwa dni lało, więc spodziewać się można było bajora błota, hordy turystów i braku zaspokojenia podstawowych potrzeb, takich jak miła, pustawa i zaciszna kawiarnia, z widokiem na zalew.

Nie było jednak aż tak źle. Po wtarabanieniu się w pierwsze napotkane wolne (wczesne wstawanie ma jednak plusy ;) ) podwórko z krzywym napisem parking i upewnieniu się u gospodyni, że można tu porzucić auto okazało się, że rachityczne chałupy z kawałkiem palisady, przez te wszystkie lata zamieniły się w mały gród, z ogromnym targiem, przystanią i lasem namiotów. Festiwal robi niesamowite wrażenie!


wrześniowy Bałtyk

wrześniowy Bałtyk

Mała migawka z weekendowego wypadu na plażę. Wisząca brzoza stała się brzozą upadłą. Słońce, brak wiatru i ciepła woda, nagrzana przez dwa wakacyjne miesiące sprawiły, że Mrs Foch pomimo szczerych chęci, nie znalazła nic, na co mogłaby narzekać :D


spacerowy pożytek

spacerowy pożytek

Mrs Foch bardzo lubi jesień. Po pierwsze, nikt się nie dziwi kiedy człowiek narzeka. Po drugie - spacery mają sens. O właśnie taki :)


Prawda, ze uroczy? 
Nagle niewinne chodzenie po lesie stało się sportem pełnym napięcia i emocji. A choć zbiory były mizerne, to już kilka sztuk takiego znaleziska, pozwala zaliczyć zarówno spacer jak i jutrzejsze śniadanie do bardzo udanych. 

wielkanocne wspomnienie

wielkanocne wspomnienie

Czy etycznie jest, pod koniec lata pokazywać to, co się robiło w marcu? W ramach archeologi twardego dysku, Mrs Foch wygrzebała zdjęcia z tegorocznej Wielkanocy. A dokładnie z drugiego dnia Świąt, zwanego radośnie Lanym Poniedziałkiem. 

Mrs Foch uważa, że nie ma absolutnie żadnych powodów do radości - nie po to się człowiek stroi, jak stróż w Boże Ciało, aby za chwilę ktoś go oblał wiadrem wody. Dlatego dobrym pomysłem jest ewakuacja z miasta, gdzie krążą hordy wodolejnych złoczyńców obojga płci i znalezienie sobie spokojnego miejsca, aby przeczekać ten trudny okres. 

Mrs Foch jeśli tylko może, to jedzie nad morze :) A dokładnie na plażę w okolicach Wolińskiego parku Narodowego.


wsi spokojna, wsi wesoła

wsi spokojna, wsi wesoła

To jest teaser. Po naszemu zapowiedź, ale Mrs Foch czasem lubi użyć takiego angielsko brzmiącego słówka. Wypowiedź robi się wtedy bardziej światowa a i sam autor jakby ważniejszy. ;) Grzejąc się więc w ciepełku tej ważności, Mrs Foch chciała zapowiedzieć post o wiosce. Nie byle jakiej, bo wolińskiej. Choć z brzegów Dźwiny wygląda to coś, jak zwykła biedna wiocha:


Takie tam chaty kryte strzechą, trzciny i pełno zielska. Ale to niezwykła wioska. Tam całe stada szaleńców przybywają, aby bawić się w mniej lub bardziej średniowiecznych wojowników, mieszkać w namiotach, gotować nad ogniskiem, łazić boso w błocie i tłoczyć się przed kilkoma marnymi toj- tojkami. I warto to wszystko zobaczyć :D

Dlatego własnie Mrs Foch zapowiada relację. Zapowiada głownie sobie, aby się zmobilizować i opisać wreszcie zdjęcia z Festiwalu  Słowian i Wikingów, na którym była prawie miesiąc temu. Może taki teaser, patrzący z pierwszej strony bloga, wreszcie ją zmobilizuje, aby porzuciła uprawianie starożytnej sztuki lenistwa i zajęła się czymś odrobinę produktywnym. :D
Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger