dzień chłopaka

Świętowanie dnia chłopaka jest bardzo skomplikowane. Żeńskiej części populacji można kupić jakiegoś badylka (dla tych na diecie) lub czekolado-coś-tam (dla reszty) i sprawa świętowania 8 marca załatwiona. Za to z tym 30 września same kłopoty. Oczywiście można kupić coś słodkiego, ale wówczas wypada poprosić o pozwolenie, kiedy człowiek później chce się poczęstować i sprawdzić, czy aby dobre i da rade to zjeść. Beznadzieja. 

Słodycze jednak lepiej kupować bez okazji. Powinny być też bezpańskie, aby w momencie nagłego i niewytłumaczalnego zniknięcia, nikt nie czuł się zobowiązany do poszukiwań. 
Inny stały pomysł to alkohol ale bądźmy szczerzy - budżet na świętowanie dnia chłopaka nie jest zbyt wielki i starczy co najwyżej na Jacka Danielsa w puszce, a ten podobno paskudny.

Kiedy więc Mrs Foch dumała nieszczęśliwa, jak to w tym roku mężczyznę życia zaskoczyć, matka natura postanowiła ją wyręczyć. Powiało na Wolinie.



Plany na pół dnia pofrunęły w niebyt. Spadkobiercy do placówek, sprzęt do samochodu i o jakiejś nieludzkiej porze - kiedy normalny człowiek, zachwyca się subtelnymi niuansami pianki na właśnie zrobionej kawie - Mrs Foch ubrana w dwa polary marzła na plaży, gdzieś pomiędzy chaszczami z trzcin i bogowie-wiedzą-czego. 

Prawdopodobnie nadejdzie kiedyś ten dzień, kiedy Mrs Foch zdecyduje się na powrót do walki o władzę z latawcem, na razie jednak wytrwale celebruje status widza i fotografa. Stała więc, robiła zdjęcia, wspomagała mężczyznę życia w walce z mocno nieprzychylnym sprzętem (o złośliwości splątanych linek można wręcz napisać doktorat!) i rzecz jasna marzła. 

Kilka osób na spocie bawiło się jednak całkiem przyzwoicie ;)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger