Łódź czerwcowo – spacerowo

Łódź - miasto rowerów


Mrs Foch, na samą myśl o byciu spontanicznym, dostaje gęsiej skórki. Dokładnie przygotowany plan zwiedzania, rozpoznana komunikacja i papierowa mapa w torebce „na wszelki wypadek”- to żelazne punkty prawie każdego wyjazdu. Nie można ryzykować, że przeoczy się najlepsze miejsca do selfie, najmodniejsze knajpy (nie mylić z najsmaczniejszymi) czy punkty, w których człowiek po prostu musi się obfotografować, aby uwiarygodnić swój wyjazd. Jednak bądźmy szczerzy – przygotowywać się do wycieczki do Łodzi??? 

Tak, tej Łodzi. Gdzieś między Radomiem a Warszawą. Tej, gdzie nic nie ma, bo fabryki spłonęły jak dobrze wiemy z „Ziemi Obiecanej”, a resztki tego co zostało, wykończył wolny rynek po upadku komunizmu. 

Mrs Foch postanowiła jechać w ciemno – skazana jedynie na gogle maps, intuicję oraz wiedzę wyniesioną z blogów szafiarskich, która jasno wskazywała, że jedyne co się w Łodzi liczy, to tajemnicza Manufaktura.

Życie, jak wiadomo jest podłe i złe, więc wjazd do miasta był straszny. I to straszny przez duże S, bowiem Mrs Foch mogła sobie przypomnieć, jak ssssstrasznie nienawidzi stać w korkach. To jest właśnie ten moment, kiedy człowiek żałuje, że wyszedł z domu, że miał durny pomysł,  aby zobaczyć na świecie coś poza pobliskim marketem. A mógł sobie przecież zrobić kawę, włączyć komputer i zobaczyć na zdjęciach, jak się inni w tej Łodzi męczą. Z całą pewnością, jest w internetach sporo zdjęć pod hasłem #korekwłodzi i Mrs Foch zupełnie nie rozumie, dlaczego tak bardzo chciała zobaczyć, czym on się różni od powiedzmy korku w Warszawie. No, ale trzeba cierpieć, kiedy człowiek postanawia być spontaniczny i szalony.  


Korek był przeżyciem strasznym i zasługuje na cały akapit. W kolejce do opisania jest jeszcze tradycyjny horror komunikacji miejskiej, ale tu gogle maps sprawiło się całkiem nieźle i Mrs Foch w miarę sprawnie znalazła przystanek tramwajowy. Mało tego – przyjechał tramwaj, a misja zakupu biletu zakończyła się spektakularnym sukcesem – czyli bilet został kupiony i skasowany. 

I tak sobie Mrs Foch jechała spoglądając na kamienice w ruinie, chodniki w ruinie, ulice w ruinie aż dotarła do… stajni jednorożców! Stajnia zapiera dech w piersiach – zobaczcie sami :)

Łódź - stajnia jednorożców ;)

Łódź - stajnia jednorożców ;)

Łódź - stajnia jednorożców ;)

Tu Mrs Foch dokona małego coming outu – przyzna się, że namiętnie śledzi coroczny konkurs na najbrzydszy budynek w Polsce - Makabryła . Podziwia zgłoszone kandydatury, kibicuje swoim faworytom i stara się być na bieżąco z najbardziej spektakularnymi koszmarkami architektonicznymi w kraju. Łódzki dworzec przesiadkowo-tramwajowy, zwany pieszczotliwie stajnią jednorożców, znała z widzenia, bo brał udział w jednej z edycji. Jednak w żaden sposób nie przygotowało ją to na stanięcie pod tą ogromną wiatą i poczucie się, jak mały obdarty elf, który pomylił bajki. 

Dworzec jest cudny! 

Jakim cudem dostał on piąte miejsce w konkursie makabryły w 2015 roku??? Nie pasuje do otoczenia? To otoczenie nie pasuje do niego! Mrs Foch całym sercem popiera przebudowę reszty miasta w stylu tęczy i przymusowego przebrania mieszkańców w kolorowe fatałaszki ;) Widząc takie cudo nie sposób się nie uśmiechnąć – więc Mrs Foch cała w skowronkach, ruszyła zwiedzać ulicę Piotrkowską.

To, że ulica Piotrkowska jest jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie, wie prawie każdy. To pierwsza informacja o Łodzi, jaką poda Mr Google, przewodnik papierowy czy tez taki staroświecko dwunożny. Z najdłuższymi ulicami jest ten problem, że do oglądania nadaje się właściwie jakiś mały fragmencik w centrum. Reszta to najczęściej smutny wczesnokapitalistyczny polski standard. Nie inaczej ma się z tą łódzką ulicą handlową. Mrs Foch stanęła więc sobie w miejscu, od którego należy zacząć zwiedzanie, uśmiechnęła się jeszcze raz promiennie do kolorowego dworca i spragniona nowych wrażeń  ruszyła przed siebie. 

Jak myślicie drodzy czytelnicy – w którą stronę? 

Rzecz jasna w złą! Miał być remont, deptak, na bogato, a tu cudów nie ma. Jak remont to po taniości, bo tu i ówdzie tynk odpada. Jak deptak, to typowo po polsku – czyli samochody jadą środkiem i udają, że o niczym nie wiedzą. Na bogato… Podobno Łódź biedna, więc tu się Mrs Foch nie czepiała. Ciesząc się , że chociaż jest z górki (a górka całkiem, całkiem), szła i podziwiała łódzkie klimaty. Po jakiś 30 min zwątpiła – wyciągnęła gogle maps, sprawdziła gdzie jest i dokąd zmierza. Następnie dość niecenzuralnie mamrocząc pod nosem, co myśli o spontanicznym i radosnym chodzeniu na azymut, ruszyła pod górę, w stronę tych właściwych terenów zwiedzalniczych ;)

Ponad pół godziny później objawiła się wreszcie ta pokazowa Piotrkowska. Ładna jest. Wyremontowana, zadeptakowana – na bogato ;) 








Tak bardzo przypomina Szczecin, że natychmiast podbiła serce Mrs Foch. A gdy się okazało, że są budynki nawiązujące do bajkowej stylistyki dworca tramwajowego - pojawiły się nawet nieśmiałe plany, aby tu kiedyś wrócić i poszukać tych elfów ;)



Ogromny plus za duży ruch rowerowy i promocję jazdy na dwóch kółkach. 


Łódź - miasto rowerów

Co prawda Mrs Foch uważa, że jej osobisty rower, to najlepiej się sprawdza, jako element dekoracyjny w garażu, ale wie też, że świat były piękniejszy, gdyby wszyscy kierowcy przerzucili się na dwa kółka. Miałaby tyle wolnego miejsca na drodze!

Zachwyt nad tą idealną, katalogową wręcz ulicą, psuły jedynie chwile, gdy chciało się zerknąć gdzieś w bok. Człowiek natychmiast zamykał oczy, aby nie widzieć smutnego standardu wieloletnich zaniedbań.






A zerkać w bok należy, gdyż można znaleźć cudnej urody murale.

łódzkie murale

łódzkie murale

Zdarza się upolować optymistyczny tramwaj.

Łódź  - kolorowy tramwaj z muralem w tle.

Tak jak Wrocław ma swoje krasnoludki, tak Łódź ma swoją Galerię Wielkich Łodzian. To rzeźby z brązu, które urozmaicają przestrzeń ulicy i zachęcają do interakcji.

fortepian Artura Rubinsztajna (podobno można wrzucić monetę i gra)


ławeczka Tuwima - stale okupowana przez szkolne wycieczki

Łódź, Tuwim i wycieczka szkolna ;)

kufer Władysława Reymonta


trzech łódzkich fabrykantów (twórców Łodzi przemysłowej)


pomnik lampiarza


Miś Uszatek


masa dzieci przy miejskich wodopojach


Do zabawy dołączyła się jedna z galerii handlowych - żaby w fontannie ;)


A skoro już jesteśmy przy galeriach handlowych - Mrs Foch idąc cierpliwie w górę Piotrkowskiej, dotarła wreszcie do słynnej Manufaktury. 


Miejsce westchnień wielbicieli shoopingu, świątynia próżności, przybytek kultu pieniądza - czyli centrum handlowe. Świat się kończy, skoro do zwiedzania na blogu proponuje się coś takiego. A jednak warto przyjść - nawet jeśli na hasło zakupy dostajemy alergii, a lekarz diagnozuje stan przedzawałowy. 

Manufakturę zlokalizowano w zrewitalizowanych budynkach centrum fabrycznego Izraela Poznańskiego (to jeden z tych trzech słynnych łódzkich fabrykantów). Klimat tego miejsca sprawił, że Mrs Foch zakochała się od pierwszego wbicia pinu przy kasie. Idealne miejsce do trzaskania selfików na insta, oznaczania się w knajpach czy kawiarniach, odbywania rytualnych, coniedzielnych pielgrzymek na zakupy.
Piękne jest!

fontanna





Kompleks fabryczny to także hotel Andel czy budynki biurowe.




Część kompleksu czeka na wykorzystanie,


a część na remont.


Tuż obok znajduje się pałac byłego właściciela całości (pana I. Poznańskiego), gdzie ulokowało się muzeum Miasta Łodzi.


Łódź na pierwszej randce okazała się dużo ciekawsza, niż Mrs Foch przypuszczała. Trochę jak kopciuszek, który czeka na wróżkę i swojego księcia. Mrs Foch ma nadzieję, że kiedy przyjedzie tu ponownie, wróżka od remontów wykona kolejny kawał dobrej roboty i powstaną kolejne zachwytowpisy na blogu ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger