Mercat de la Boqueria (Barcelona)

Jedzenie na mnie patrzy! I to patrzy z wyrzutem! – Mrs Foch jęknęła ze zgrozą.  Leżące na straganach owoce morza były bowiem bardzo świeże. Tak świeże, że ruszały szczypcami, przebierały nogami i z wyrzutem patrzyły na otaczającą ich gromadę wszystkożerców. 
I tak oto złudzenia w zakresie humanitarnego traktowania skorupiaków, przed wrzuceniem ich do gara, roztrzaskały się na drobny mak. 
Witajcie zatem na targowisku Mercat de la Boqueria w Barcelonie!


Targowisko Mercat de la Boqueria to jedno z trzydziestu dziewięciu  targowisk spożywczych Barcelony. Najbardziej znane, najbardziej popularne – z wejściem przy najsłynniejszej ulicy miasta. Miejsce w którym od wieków handluje się płodami rolnymi i owocami morza. Jako zaś, ze budynek bazaru wzniesiono na miejscu dawnego klasztoru, oficjalnie jest to Targ św Józefa.


Na ladach i straganach kupić można praktycznie wszystko, co nadaje się do zjedzenia. 




Prawdziwy festiwal warzyw i owoców.






Tuż obok, są stoiska z baterią bajecznie kolorowych soków owocowych.


Tu Mrs Foch musi przyznać, że takim przepięknym sokiem, kupionym tutaj zaraz pierwszego dnia rano,  zwyczajnie się struła. Wieczorna wizyta na Mercat de la Boqueria wyjaśniła dlaczego - cześć sprzedawców, przechowuje niesprzedany towar do następnego dnia. Mądrzejsza o tą wiedzę (zdobytą w dość bolesny sposób), kolejnym razem Mrs Foch poświęciła chwilę, aby znaleźć stoisko, gdzie robią takie cudne kolorowe soki  przy kliencie, z owoców które on sam wybierze. Napój był rewelacyjny! 

Grzyby wszelakie



Masa różniastych słodyczy wymieszanych z alkoholem





miody


jajka


I dziwne cośie, które Mrs Foch kojarzyły się głównie z owsikami :x


Sercem targowiska jest środkowa, okrągła część - gdzie na bryłach lodu wykłada się wszelkiego rodzaju owoce morza.








Wszystko jest świeże, większa część stworzeń jeszcze się rusza co wzbudza zachwyt przechodzących turystów. Widać, że zakupy robią tutaj okoliczni mieszkańcy - co zachwyca, gdyż targowisko nie jest jeszcze skansenem, ale wciąż żywym organizmem tkanki miejskiej. Jednak - jeśli Mrs Foch ma być szczera - oglądanie tego było sporym dyskomfortem psychicznym. Choć obiektywnie oceniając - ta część targowiska jest najfajniejsza.









Ogromne wrażenie robią oferowane kawałki mięsa.



Ukoronowaniem są bary serwujące świeże (przynajmniej w teorii) przekąski i kuszą, aby zrobić sobie przerwę w zwiedzaniu.



Niestety tłuszcz do smażenia na części stoisk jest stary i śmierdzący, co z mocą potwierdziła też wątroba Mrs Foch. Stara smutna prawda ograniczonego zaufania do sprzedawców, sprawdza się też w tym cudownym miejscu - pełnym, smaków, kolorów, zapachów i egzotyki :)

Jeśli szukasz informacji o Barcelonie, mrs Foch zaprasza na pozostałe wpisy o tym przepięknym mieście :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger