Sagrada Familia – Gaudi i jego dzieło życia

Mrs Foch Gaudiego zwyczajnie lubi. Czy można bowiem się nie uśmiechnąć na widok takiej Sagrada Familia – bazyliki przypominającej dziecięcą budowlę z piasku? Gdzie kolorowe szkiełka, wciśnięte w burobrązową masę, przypominają beztroskie dzieciństwo w piaskownicy?



Przejście Barcelony szlakiem Gaudiego było więc niemal pewne.  Co prawda mrs Foch czuła pewien niepokój. Inaczej ogląda się albumy ze zdjęciami, w zaciszu własnego pokoju, inaczej ogląda to samo w rzeczywistości. I faktycznie, Sagrada Familia, widziana własnymi oczami w Barcelonie, trochę traci ze swojej magii. Jest ogromna, wciśnięta między domy, otoczona tłumem robiącym zdjęcia w różnej konfiguracji – ciężko ją podziwiać. Detale fasady z ulicy zlewają się w jedno, a pracujące dźwigi nie upiększają całości. Mini park z jeziorkiem - znajdujący się od strony Fasady Narodzenia - gdzie mamy najładniejsze miejsce do zrobienia zdjęć, także zapełnia tłum turystów, walczących o jak najlepsze kadry.


Teoretycznie domy zbudowane wokół bazyliki to zabudowa tymczasowa i powinny kiedyś zostać wyburzone. W praktyce jednak mrs Foch wątpi, aby władze miasta kiedykolwiek się na to zdecydowały. Zakupienie biletu i podejście bliżej wydaje się więc całkiem sensowną opcją. Jakieś 2/3 współoglądających (lub bardziej współsefiących ;) ) zostaje w tyle, a my wreszcie cokolwiek na tej fasadzie możemy zobaczyć ;)




Fasada Narodzenia (północna) to właśnie ta jedyna ozdobna cześć budowli, którą wykonano wg osobistych wskazówek Gaudiego. Bogactwo motywów, symboliki, alegorii przytłacza. Nie ma szans, aby zwykły turysta z ulicy dostrzegł wszelkie niuanse - szczególnie, że z poziomu chodnika nie widać aż tak wiele ;)  Motywem przewodnim jest wiara, nadzieja i miłość spełniające się w narodzeniu Chrystusa. Można stać i odkrywać detale godzinami. 

Równie zachwycające są metalowe drzwi wiodące do Świątyni - stworzone z motywów roślinnych, przypominają łąkę z całym bogactwem jej mieszkańców.



Mrs Foch dużo bardziej zachwycona była drugą fasadą - Męki Pańskiej. Przepych detali zastąpiła tutaj oszczędna symbolika. Brutalny ekspresjonizm spod ręki J. Subirachsa - choć wywołał masę krytyki - dość mocno przemawia do wyobraźni. Miał być ból, męka, Golgota - i jest. W tym słonecznym mieście, pełnym ludzi, chwila zadumy przed fasadą boleśnie uświadamia, jak samotny jest człowiek wobec cierpienia.



Trzecia, główna fasada - Fasada Chwały - nie została jeszcze ukończona. Dlatego po zobaczeniu wszystkiego co się dało z zewnątrz, bloggerka w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku weszła wreszcie do środka. 

Weszła i oniemiała. Fasady, wieże, detale - to nic. Wnętrze bazyliki, skromnym zdaniem mrs Foch, rzuca na kolana. Rozgałęziające się kolumny przypominają drzewa. Witraże sprawiają wrażenie liści, przez które przenikają promienie słońca. Różne kolory szkła sprawiają, że o każdej porze dnia świątynia wygląda inaczej. Nieliczne rzeźby i zdobienia nie rozpraszają uwagi. Czyste piękno architektury. Niesamowita, przepiękna gra świateł sprawia, że człowiek przenosi się w najbardziej fantastyczne zakamarki swojej wyobraźni. Dla jednych będzie to raj, dla innych świat elfów Tolkiena, fantastyczne meandry dżungli - każdy zobaczy coś innego. Piękno w czystej postaci.








Prawdę mówiąc, mrs Foch mogłaby tutaj zamieszkać ;D

W świątyni na dolnym poziomie jest też krypta, gdzie pochowano Gaudiego. Można tam zerknąć przez małe okienka. Jest ona zrealizowana wg pierwotnego projektu kościoła, do którego dopiero w drugim roku budowy dobrał się ten Gaudi. 


Nie należy też mieć złudzeń, że wnętrze świątyni można w kontemplować w samotności. Tłum turystów jest rzeczą stałą, bo nawet poza sezonem bilety trzeba zamawiać ze sporym wyprzedzeniem. 


Poza wnętrzem bazyliki, w podstawowej wersji biletu jest też zwiedzanie byłej szkoły, dla dzieci robotników pracujących na budowie kościoła oraz muzeum powstawania świątyni. 

W szkole niestety nie zastaniemy ławek, tablicy i śladów życia dzieci, sprzed ponad stu lat. Jedynym godnym uwagi elementem jest przepiękne sklepienie projektowane przez Gaudiego.


W muzeum również nie ma zbyt wiele do oglądania. Szkice, plany i rysunki Gaudiego zostały zniszczone w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Jeśli ktoś szuka oryginalnych pamiątek, będzie zawiedziony. Jedynym miejscem, które na dłużej zainteresowało mrs Foch była pracownia z drukarkami 3D. 

Wjazd na jedną z wież wymaga odrębnego biletu i nasza bloggerka z niego zrezygnowała. Jest w Barcelonie sporo darmowych miejsc z przepiękną panoramą miasta, a obecnie dostępne wieże są w sumie dość niskie. Dopiero środkowa wieża (aktualnie w budowie), będzie fantastycznym punktem widokowym. 

A tak właśnie ma wyglądać ukończona Sagrada Familia.


Bilety do świątyni należny rezerwować przez internet z pewnym wyprzedzeniem. Zwiedzanie powinno zająć dwie - trzy godziny chyba, że ktoś przyjdzie z lornetką i za punkt honoru weźmie znalezienie na fasadach wszelkich detali opisywanych przez przewodniki. Wokół bazyliki są tłumy turystów i takie widoki wcale nie należą do rzadkości ;)


Dopiero Sagrada Familia bowiem uświadomiła mrs Foch, ile na świecie jest podróżujących figurek, ludzików lego, maskotek itd. Co krok to jakaś sesja zdjęciowa miniaturowego podróżnika.

I jeszcze malutki detal, który zachwyci każdego fana Pratchetta - żółw A'tuin dźwigający na swoim grzbiecie Sagradę Familię ;) Mała rzecz, a jak cieszy :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger