Palau Güell Barcelona

Upływ czasu to jednak wredoctwo wcielone. Po radosnym lecie przychodzi sobie taki listopad, który złośliwie i z premedytacją chowa słońce na metrową warstwa chmur. W pierwszym odruchu człowiek wpisuje w wyszukiwarkę: „tanie loty +  słonecznie i ciepło+ leżaki + drinki z palemką”, a następnie podziwiając piękne zdjęcia ponuro rozmyśla, że niestety zamiast dalekich podróży, trzeba się okopać na miejscu i przetrwać ten najmniej lubiany miesiąc roku. Dlatego właśnie mrs Foch odkopała foldery ze zdjęciami z zeszłej jesieni. Gdy listopadowe kartki z kalendarza nieoczekiwanie zapisywała słoneczna, kolorowa Barcelona. Gdy jesień zamiast kolorowymi liśćmi, lśniła mozaikami Gaudiego a autorka bloga dumała sobie, że nawet najbardziej wyeksploatowane turystycznie miejsca, poza sezonem są bardzo fajne. Dlatego dziś w ramach wspomnień zapraszam Was do Pałacu Güell.


Prawdę mówiąc, domu państwa Güell mrs Foch nie planowała zwiedzać. Chciała jedynie popatrzeć z boku, odhaczyć punkt na liście „must see”, zrobić obowiązkowe zdjęcia i pobiec dalej, w poszukiwaniu kolejnych owoców morza wartych kulinarnej rozpusty. Pierwsze jednak podejście do znalezienia pałacu zakończyło się fiaskiem. Założenie - nie biorę ze sobą mapy, do Gaudiego zawsze można trafić idąc za tłumami turystów – okazało się błędne. Mrs Foch pałacu nie znalazła. Okazja do kolejnej próby pojawiła się już dwa dni później. Kiedy okazało się, że nawet poza sezonem do Casa Batlló są kilometrowe kolejki a bilety należy kupować z tygodniowym wyprzedzeniem, mrs Foch postanowiła się pocieszyć, robiąc zaległe zdjęcia Pałacu Güell. Tym razem miała mapę, telefon z nawigacją a i tak prawie zabytek ominęła. Nie było kolejek, nie było ludzi… To prawdziwy Gaudi czy podrabiany?


Pałac zapowiadał się bardzo skromnie – wciśnięty między kamienice, bez kolorowych zdobień czy fantazyjnych kształtów. W środku jednak zachwycił. Zachwycił skromną elegancją – każdy detal był dopieszczony, dopracowany z najwyższą starannością. Zachwycił niesamowitą myślą konstrukcyjną – genialna wentylacja, gdzie zimne powietrze z piwnic i stajni dociera do każdego zakątka domu, a zażarta walka o każdy okruch słońca skutkuje ogromnymi oknami i masą luster. Zachwycił detalami w stylu Gaudiego – bez znużenia przepychem formy czy kolorów. Zachwycił wreszcie przepiękną panoramą Barcelony. I brakiem kolejek do wejścia – może rzecz mało spektakularna ale mrs Foch uważa, ze należy ją docenić. 

Najpiękniejsze w całym kompleksie są chyba stajnie. Kręcona rampa dla powozów (w wersji smart, bo zwykły powóz się tam chyba nie wciśnie), surowa faktura cegieł i charakterystyczne dla Gaudiego filary.




Wnętrza - to surowe mury, pozbawione zdobień, bibelotów, mebli. Można podziwiać architekturę, jednak zawód przeżyją wszyscy Ci, który spodziewali się zerknąć na świat bogatego mieszczaństwa sprzed stu lat.








I to co najpiękniejsze - dach. Wraz z fantazyjnymi kominami (element wentylacji budynku), pofałdowaną powierzchnią i pięknym widokiem na panoramę Barcelony.





I choć z zewnątrz budynek nie przedstawia się nadzwyczajnie - dla mrs Foch był dużo ciekawszy, niż słynna Casa Batlló (Dom Kości).


Jeśli szukasz informacji o Barcelonie, mrs Foch zaprasza na pozostałe wpisy o tym fascynującym mieście :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mrs Foch będzie zachwycona komentarzem - zawsze to kolejny temat do narzekania :)

Copyright © 2014 veni vidi blog , Blogger